Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny
Strona główna · Noclegi · Artykuły · Wydarzenia · Fotogaleria · Do pobrania · Linki · ForumGrudzień 14 2018
Menu
Strona główna
Karpaty Wschodnie
Informacje praktyczne
Artykuły
Wydarzenia
Fotogaleria
Do pobrania
Linki
Forum
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
Karpaty Wschodnie Ja...
Album fotograficzny ...
Geologiczna podróż p...
Konserwacja szlaków ...
Mapa Czarnohora dla ...
Użański Park Narodow...
Szlaki turystyczne w...
Użański Park Narodowy
Huculska Izba Muzeal...
Czarnohora i Karpaty...
Akcja Świdowiec
III Karpacka Biesiad...
Ankieta
Czy popierasz inicjatywę znakowania szlaków w ukraińskich Karpatach?

Tak

Nie

Nie mam zdania

Losowe zdjęcie
Ratownictwo
Ratownictwo
Pogoda w Czarnohorze
Szlaki
Facebook
Informacja w związku z RODO
Z dniem 2018.05.25 na stronie KarpatyWschodnie.pl zostaje zawieszona możliwość nowych rejestracji, dane personalne do tego dnia uległy zamazaniu (loginy, adresy email, zaszyfrowane hasła, miesce zamieszkania). KarpatyWschodnie.pl pozostaję w trybie do odczytu bez możliwości nowych rejestracji oraz logowania do kont istniejących.

Do aktywnej komunikacji zapraszamy na aktywny profil na facebook:

facebook.com/KarpatyWschodnie
Kostrzyca – Wspomnienie Harcerki

Wspomnienie z otwarcia jednego z wielu Czarnohorskich schronisk...



Bywają dni które, przelatujące jak chwila, i długie, złożone jakby z wielu, wielu dni.

Czas wypełniony obowiązkami dziwnie się skraca, a godziny szczęścia mijają zawsze zbyt szybko.

Ale są dni, wlokące się powoli i żmudnie. Ciężka, nie lubiana praca, leniwe oczekiwanie na coś, co ma nadejść, troska lub rozpacz rozciągają w nieskończoność pasma dni.

Długim okresem życia może stać się również dzień pełen wielu nowych pięknych wrażeń i przeżyć, odbiegających daleko od zwykłej codzienności.

Takim długim, bogatym dniem była dla mnie niedziela 15 grudnia 1935 roku. W czternaście i pół godziny, z pochmurnej i szarej Warszawy – przeniosłam się do kraju zimy z bajki.

W sobotę po południu saneczki huculskie, wesoło dzwoniąc, wiozły mnie i moich towarzyszy z Worochty do harcerskiego schroniska na Kostrzycy w Karpatach Wschodnich, które nazajutrz miało być uroczyście poświęcone i otwarte.

Ostatni etap dalekiej podróży rozpoczął się przy gajówce Kukul. Droga jezdna skończyła się. Służąca gajowego bosonoga Ołena, w barwnej spódnicy i w haftowanym kożuszku, brnąc czerwonymi nogami w śniegu osiodłała konia, mającego dźwigać nasze plecaki. Jeszcze czterysta metrów stromego podejścia, przebytego we wcześnie zapadającym zmroku, częściowo na nartach, częściowo piechotom i stajemy przed schroniskiem, mrugającym do nas życzliwie światłami okien.

Mijam bramę podwórza nie bez wzruszenia. Przed oczyma staje mi słoneczny, wrześniowy dzień 1933 roku, w którym to po dzikim, mało uczęszczanym szlaku Kostrzycy wędrowały trzy entuzjastki, miłośniczki gór i nart. Wtedy to padły słowa: „A gdyby tak postawić tu nasze harcerskie schronisko?”.

Parę dni potem na południowym stoku Kostrzycy zakupiono za 200 złotych pół hektara ziemi. (u Sorochmaniuka z Jabłonicy, właściciela Kostrzycy). Entuzjastki znalazły zwolenników. Powstało Towarzystwo Budowy Harcerskich Schronisk Turystycznych, z przewodniczącą panią Marszałkową Janiną Świtalską. Zbierano energicznie fundusze, inżynier architekt Jeży Żukowski rysował plany.

W maju 1934 roku w zaroślach mało dostępnej połoniny rozległ się stuk siekier i oskardów, a w niespełna dwa lata potem zabłysło światło w stylowej huculskiej zagrodzie pod szlakiem Kostrzycy.

Myślę, że jednak naprawdę „chcieć to móc”…

Otrząsamy się ze śniegu, oczyszczamy narty i wchodzimy do jadalni. Na zachwyty i roztkliwianie się, że „przecież naprawdę schronisko już stoi”, nie mamy czasu. Czeka na nas tak wiele roboty, że zapominamy o wszystkim i rzucamy się szaleńczo do rozpakowywania skrzyń z naczyniami stołowymi, meblami, ceramiką dekoracyjną i kilimami.

Nazajutrz niedziela zaczęła się bardzo wcześnie. Było jeszcze zupełnie ciemno gdy obudził nas hałas ciężkich kroków i łomot stawianych skrzyń. To nasi pomocnicy: Petro, Wasyl i Iwan, znosili z dołu resztę bagażu. Jak tragarze abisyńscy, Huculi dźwigali na ramionach łóżka żelazne, paki, wory z pościelą, beczki i kotły. Całe wewnętrzne urządzenie schroniska dostało się w ten sposób na wysokość 1300m n.p.m.

Dochodziła godzina szósta rano. Czerń zimowej nocy okrywała jeszcze góry. Krzywo zawieszony rogal księżyca ukazywał się i ginął co chwila za chmurami. „Biłyj”, duży i bardzo zły biały owczarek, czując wiele nowych osób w pobliżu, ujadał jak wściekły.

Przy świetle płonącego kominka i lampy naftowej (elektryczność miała być uruchomiona dopiero wieczorem), Szymon (stróż schroniska), drobny, suchy, żwawy człowiek, kończył szorowanie podłogi w jadalni. Prze co chwila otwierane drzwi do kuchni sączył się smakowity zapach bigosu, gotującego się już od kilkunastu godzin. Z kuchni turystycznej, na razie zamienionej na kredens podręczy, dolatywał szczęk mytej i przecieranej porcelany. Podczas gdy w schronisku gorączkowo sprzątano i szorowano, za rzędem wielu kwadratowych szybek działy się cuda. Czerń nocy szarzała i odciął się wyraźnie na tle nieba łańcuch gór. Niby głowy cukru bieliły się szczyty Czarnohory: Howerla, Breskół, Turków, Dancerz, Pożyżewska i inne o nazwach nieznanych. Blaszany sierp księżyca tkwił ciągle na posterunku. Perłowa szarość zaczęła nabierać różowo – błękitnych tonów.

Za górami wschodziło słońce. Blask światła spływał coraz niżej. Jeszcze chwila i w słońcu stanął cichy w okiści śnieżnej las świerkowy.

W jadalni nakrywano do stołu. Na długich czystych deskach stołu ustawiono zimne przekąski. Ktoś walił młotkiem, przybijano do ściany piękne w barwach samodziałowe werety. Synowie Szymona, Michaś i Antoś, tak zwane „Szymonięta, półprzytomni od ciągłych coraz to nowych poleceń, biegali bezustannie od piwnic do strychu.

Wieść o dniu poświęcenia schroniska na Kostrzycy rozeszła się po okolicznych wsiach. Toteż pierwszymi gośćmi byli Huculi i Hucułki z Krzywopola, Bystrzca a nawet z odległej Riczki, Prokurawy i Kosmacza. Zbierali się gromadami przed domem, niektórzy ciekawie zaglądali przez szyby. Na tle śniegu grały bogactwem barw piękne, niespaczone miejskim gustem huculskie stroje.

O dziewiątej wpadli pierwsi narciarze – ściganty po nich powoli przyjeżdżali konno na małych huculskich konikach goście stateczniejsi i przychodziły nieporadne na nartach patałachy.

Duma rozpierała gospodarzy słuchających nieprzerwanych zachwytów nad stylem i urządzeniem schroniska. Piękne zharmonizowanie stylowej architektury budynku i wnętrza z nowoczesnymi urządzeniami, jak elektryczność, kanalizacja, ciepła i zimna woda bieżąca, natryski i umywalnie – oszałamiało turystów. Toteż przy wspólnym śniadaniu wśród wesołej atmosfery pełnej wzajemnej życzliwości, nie było końca mowom o wspólnej treści. Delegaci organizacji społecznych i turystycznych winszowali pięknej realizacji inicjatywy harcerskiej.

Tymczasem Huculi tłoczyli się coraz bardziej przed drzwiami. Stoły zostały szybko uprzątnięte i nakryte po raz drugi. Przez szeroko otwarte drzwi wpłynął do Sali kolorowy tłum.

To był niezapomniany widok.

Za oknami góry w potokach błękitu i słońca, a na tle jasnych świerkowych ścian ciekawe i charakterystyczne postacie w barwnych strojach, tworzące jedną zwartą całość z ciemnym, o rzeźbionym belkach pułapem, z brunatno zielonym kominkiem, ceramikom na półkach i naiwnie na szkle malowanym obrazem św. Jura, zabijającego smoka.

Jedli powoli z godnością. Kobiety, wstydliwie uśmiechając się na propozycję piwa, prosiły o „horiłkę”.

Kiedy Wasyl syn Romana z Kosmacza, wystąpił z mową, dziękując za pracę, którą mieli przy budowie, za przyjęcie, i życząc wielu lat szczęścia, poczuliśmy, jak bliski staje się ten prosty, dobry lud, o trochę obco brzmiącej mowie.

„Mnohaja lita” – brzmiały długo gromkie okrzyki serdecznych życzeń.

O godzinie czternastej przyjechał konno ksiądz z Worochty.

Cisza zapanowała wśród zebranych, stali obok siebie goście z miasta i Huculi. „Asparge me” – zaintonował dźwięcznym głosem i z wielkim przejęciem młody, niedawno wyświęcony ksiądz, który po skończonym obrządku przyznał się, że po raz pierwszy święci domostwo.

Srebrne kropelki święconej wody rozprysły się po szkle obrazu św. Jura.

W obawie spóźnienia się na pociąg, goście powoli żegnali się i schodzili w dół.

Przepłynęła pierwsza fala ludzi przez cichą, dziką Kostrzycę. Zmęczeni całodzienną wrzawą zasiedliśmy wieczorem przy kominku, wspominając trud minionego dnia. W gronie naszym znajdował się uczestnik wyprawy na Wyspę Niedźwiedzią, autor książki „Wyspa mgieł i wichrów”, inż. Czesław Centkiewicz.

Prośby naszej nie odmówił.

„Kiedy wreszcie dotarliśmy do Wyspy Niedźwiedziej …” – potoczyło się opowiadanie o trudach walki człowieka z Naturą.

Ogień na kominie trzaskał, przykuwały oczy jaskrawe, strzępiaste języki płomienia.

Jakże daleko byliśmy wszyscy od szarych, krótkich dni życia w mieście… Do późnego wieczora ciągnęła się długa niezapomniana niedziela…

 

 

Halina Iwaszkiewiczówna

„Tygodnik Kobiety”, 1936 rok, styczeń


Dodane przez Jacek Wnuk dnia lipiec 02 2007 19:41:22 3 Komentarzy · 5056 Czytań · Drukuj
Komentarze
Ju*****ka dnia lipiec 03 2007 13:24:19
Chciałoby się przenieść w ten bajkowy świat... myślę, że pewna jego część nadal jest zachowana zwłaszcza w opisanym regionie Karpat: zapomniane i malownicze wioski w dolinach, łąki podzielone drewnianymi płotkami, cerkwie, no i magia gór...Wszystko to daje klimat w którym czuję się jak przeniesiona do innej rzeczywistości...
An*****ej dnia lipiec 04 2007 22:46:21
Chcę tego doświadczyć i ... wybieram się tam smiley
pr***** p dnia grudzień 27 2007 23:47:18
A tak wyglądało schronisko:
http://www.zewpress.com/foto/f1t4turystyka173.jpg
Zdjęcie pochodzi z artykułu "Schroniska karpackie na wschodzie"
http://www.zewpress.com/index173.php3?menu=turystyka&tekst=4&numer=173
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Online
Gości Online: 9
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch: 1,230
Nieaktywowany Użytkownik: 12
Ostatnio dołączył: An*****ka
Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Pozwolenie notarialne
Pop Iwan - adaptacja...
Remont dróg na Ukrainie
Beskidy Skolskie
Czarnohora w czerwcu
Najciekawsze Tematy
Fotozagadka [200]
Pop Iwan - adapta... [176]
Co myślicie o zlo... [145]
Dojazd własnym sa... [123]
Głos w dyskusji o... [89]
Reklama
Polecamy
Wydawnictwo Ruthenus
Portal Vincenzowski
Szukasz noclegu?
Noclegi KarpatyWschodnie