Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny
Strona główna · Noclegi · Artykuły · Wydarzenia · Fotogaleria · Do pobrania · Linki · ForumGrudzień 14 2018
Menu
Strona główna
Karpaty Wschodnie
Informacje praktyczne
Artykuły
Wydarzenia
Fotogaleria
Do pobrania
Linki
Forum
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
Karpaty Wschodnie Ja...
Album fotograficzny ...
Geologiczna podróż p...
Konserwacja szlaków ...
Mapa Czarnohora dla ...
Użański Park Narodow...
Szlaki turystyczne w...
Użański Park Narodowy
Huculska Izba Muzeal...
Czarnohora i Karpaty...
Akcja Świdowiec
III Karpacka Biesiad...
Ankieta
Czy popierasz inicjatywę znakowania szlaków w ukraińskich Karpatach?

Tak

Nie

Nie mam zdania

Losowe zdjęcie


Połonina Borżawa
Ratownictwo
Ratownictwo
Pogoda w Czarnohorze
Szlaki
Facebook
Informacja w związku z RODO
Z dniem 2018.05.25 na stronie KarpatyWschodnie.pl zostaje zawieszona możliwość nowych rejestracji, dane personalne do tego dnia uległy zamazaniu (loginy, adresy email, zaszyfrowane hasła, miesce zamieszkania). KarpatyWschodnie.pl pozostaję w trybie do odczytu bez możliwości nowych rejestracji oraz logowania do kont istniejących.

Do aktywnej komunikacji zapraszamy na aktywny profil na facebook:

facebook.com/KarpatyWschodnie
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny > Karpaty Wschodnie > Wyprawy
    
 Nazwa Użytkownika Zapamiętaj
 Hasło  
Zobacz Temat
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny | Karpaty Wschodnie | Wyprawy
Strona 2 z 3 < 1 2 3 >
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 04-04-2008 19:35
Schronisko w Górach Czywczyńskich c.d.


Schronisko pod Kopilaszem.

Nie natrafiłem na żadną informację, poza tą, zawartą w zestawieniu schronisk sporządzonym przez p. Barbarę Bryś w Pamiętniku PTT z 1994 roku - informacja jest lakoniczna, stwierdza że pod Kopilaszem znajdowało się prywatne schronisko.
Jest ono zaznaczone na mapie WIG-u arkusz Burkut w połowie drogi pomiędzy Kopilaszem i Rogami w paśmie Ruskiego Działu.
Ruskim Działem przebiegał ważny szlak pasterski łączący Żabie z Ruską Polaną, później, strategiczna droga Mackensena, utrzymywana zresztą w dosyć dobrym stanie do dzisiaj.
Na zdjęciach poniżej, drogą Mackensena na podejściu do pikiety na Rogach oraz fragment mapy z zaznaczoną lokalizacją schroniska.





Schronisko na Popadyńcu.

Uruchomione w 1935 roku przez Oddział PTT w Kosowie było jednym z pięciu małych schronisk, powstałych wokół schroniska w Burkucie. Znajdowało się blisko
omawianego już schronu pod Popadią / odległość pomiędzy tymi obiektami nie większa niż 2 km /.
Na zdjęciach poniżej, mapka z lokalizacją schroniska, oraz zdjęcie z Popadią / zalesiony pagór z lewej /, Czywczyn, początek ramienia Albinu oraz końcówka doliny Popadyńca.





Schronisko Bałtaguł pod Rotundułem.

To ostatnie, piąte z małych schronisk w rejonie Gór Czywczyńskich i Połonin Hryniawskich. Podobnie jak schronisko na Masnym Przysłupie, zlokalizowane było w dolinie Czarnego Czeremoszu, w jej górnej części, w okolicy ruin starej, nie eksploatowanej już przed II wojną światową klauzy Bałtaguł. Również to schronisko uruchomiono w 1935 roku. Jak już wspomniałem w jednym z poprzednich postów, za Januszem Gudowskim, w czasie wojny schronisko wraz z polskim dozorcą miało być spalone przez ukraińskich nacjonalistów.
Poniżej, mapka okolic byłego schroniska oraz zdjęcie z przejścia obok ruin klauzy, na lewo od zdjęcia, na stoku Rotunduła wznoszącego się nad dolinę Czarnego Czeremoszu, stało schronisko.



Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 06-04-2008 09:28
Jak starałem się przedstawić, na miarę moich skromnych możliwości w poprzednich postach, założony w 1935 roku Oddział PTT w Kosowie, w ciągu swej czteroletniej działalności osiągnął imponujące wyniki w zagospodarowaniu terenów górnych dorzeczy Czeremoszów.
Pisze Władysław Krygowski w książce "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego" o tym oddziale :

Liczył w 1938 r. 241 członków i miał koło w Kutach. Spośród licznych działaczy tego młodego i prężnego Oddziału należy wyróżnić przede wszystkim inż Oskara Frisera oraz inż. Zygmunta Kaletę tworzących komisję budowlaną oraz Kazimierza Gruszewskiego, Łukasza Jagodzińskiego, Józefa Lewickiego i Józefa Zintla.

A oto kilka wyrwanych zdań z opowiadania Władysława Krygowskiego "Noc na Furatyku":

...Jesienią 1938 roku uczestniczyłem w jakimś zebraniu w Stanisławowie i znalazłem się w gronie wypróbowanych przyjaciół z Pokucia. Wybraliśmy się w czwórkę, by przyjrzeć się na własne oczy, czy w schronie nie dałoby się czegoś tanim kosztem ulepszyć. Ktoś dowiózł nas do Burkutu, gdzie już obok starego zmurszałego schroniska stały mury nowego, a następnego dnia ruszyliśmy dalej. Byli to: wspomniany Oskar Friser - prezes Oddziału PTT w Kosowie, najważniejsza osoba naszego zespołu, Tadeusz Buczek - prezes Oddziału PTT w Stanisławowie - i Beniamin Blitz, długoletni działacz Oddziału w Kołomyi.
...Bardzo lubiłem i szanowałem Blitza, starego kołomyjskiego nauczyciela. Miałem zawsze słabość do ludzi z prowincji. Stare pokolenie widziało np. w Kołomyi zacofane i śmieszne miasto - mówiło się przecież pogardliwie "Anglik z Kołomyi, zapominając lub nie wiedząc, że na przełomie XIX i XX wieku właśnie do Kołomyi przybyło wielu Anglików, zwabionych podkarpacką naftą.
...Blitz był dla mnie trochę biblijną postacią, może dzięki swemu starozakonnemu imieniu. Lubiłem go za przywiązanie do Towarzystwa, w którym od lat organizował i prowadził wycieczki młodzieży, i za nie słabnącą miłość do gór. Miał do nich religijny, starodawny stosunek. Kiedy opowiadał o nich, zdawało się, że się modli.
...Stary, poczciwy Blitz na pewno już nie żyje. Nie wiem, co się z nim stało, ale pragnąłbym, aby dana mu była zwyczajna, ludzka śmierć i pochówek na kołomyjskim kirkucie. Nie wiem nic o losie Oskara Frisera; trzeciego z naszej czwórki, Buczka, zamordowało gestapo w Warszawie.
...Tamtej jesieni jeszcze wszyscy żyjemy. Idę pierwszy, bo ciągnie mnie do góry, poza tym moi towarzysze stąpają dla mnie za wolno. Tuż za mną Friser, dalej kilkanaście kroków w tyle Blitz i Buczek. Na Friserze można polegać, zna drzewa i ludzi, orientuje się świetnie w stosunkach własnościowych w lesie i na połoninie, w zawiłościach serwitutowych zapisanych i nie zapisanych w księgach hipotetycznych. Nic dziwnego, pracuje w Salinach Kosowskich i wszędzie ma znajomych. Zna na wylot huculski świat i jego zwyczaje, wie, jak z ludźmi rozmawiać, by ich zjednać, a przy tym umie organizować pracę i właściwie za nią zapłacić. W tym tkwi tajemnica szybkiego budowania przez niego schronisk.


Praktycznie nic nie pozostało po dziele inż. Oskara Frisera i innych, jemu podobnych. Przepadły schroniska, przepadły archiwa wschodnich oddziałów PTT w Stanisławowie, Lwowie, Kołomyi, Stryju, Drohobyczu, Kosowie, a także innych, pokrewnych organizacji budujących schroniska na tym terenie. Przy zdecentralizowanej strukturze ówczesnego PTT, to bardzo istotna przyczyna dla której tak mało ocalało z materiałów dotyczących schronisk wschodniokarpackich.
Historia wielu schronisk była bardzo krótka, ilość turystów która przewinęła się przez część małych, odległych schronisk niewielka.
Dzisiaj, przeglądając zdjęcia starych schronisk, zamieszczone w literaturze, coraz to natrafiamy na nazwiska kilku, powtarzających się autorów zdjęć. Są to najczęściej osoby z zewnątrz kresów, np. uczestnicy grupowych wycieczek Mieczysława Orłowicza. Miejscowi, nawet jeżeli wynieśli głowy z wojennej zawieruchy, z fali wysiedleń i zsyłek, nie przechowali materialnych śladów tamtych czasów.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 06-04-2008 15:14
Schroniska Oddziału PTT w Drohobyczu.


Tak podsumowuje osiągnięcia drohobyckiego oddziału, w zakresie budowy schronisk, Władysław Krygowski w książce "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego":

Założony w 1930 r. skupiał ponad 463 członków / w 1937 r./, zamieszkałych w Zagłębiu Naftowym i w ciągu 9 lat swej działalności wyróżniał się dużą prężnością organizacyjną i konsekwentnym zagospodarowaniem wschodniej i centralnej części Bieszczadów. Dzięki temu, obszary te posiadały gęstą sieć szlaków, schronisk, stacji turystycznych i niezagospodarowanych schronów, przystosowanych dla turystyki letniej i narciarskiej. Dużą zasługą tego Oddziału było uruchomienie schroniska na Ciuchowym Dziale, w Malmanstalu w dolinie Rybnika Majdańskiego i schroniska na Trościanie. ponadto, Oddział założył stacje turystyczne w Załokciu, Borysławiu, Skolem, Synowódzku Wyżnym, Tysowcu, Pereprostynie oraz schron na Czerenyszczu pod Paraszką i na Zełeminie.

Schronisko pod Ciuchowym Działem


Schronisko 'Na Ciuchu", Drohobyckiego Oddziału PTT powstało w 1928 roku. Zlokalizowane było na południowym, bezleśnym stoku Ciuchowego Działu / 942 m/, w odległości około 2 km od szczytu. Okoliczne stoki Bobowiszcza i Ciuchowego Działu stanowiły najbliższe tereny narciarskie dla mieszkańców Truskawca, Borysławia, Drohobycza.
Schronisko posiadało połączenie telefoniczne z Borysławiem, w jego sąsiedztwie zbiegało się kilka znakowanych szlaków turystycznych. Wyposażone było w 15 łóżek, łączna ilość miejsc noclegowych 27.
Cena pierwszego noclegu dla członków PTT oraz Karpackiego Towarzystwa Narciarzy wynosiła 1,50 zł., dla niezrzeszonych 3 zł. Każdy następny nocleg odpowiednio 1 zł. i 1,50 zł. , nocleg na sienniku 50 gr. Wstęp do schroniska w zimie, w okresie od 1.12 do 1.05 dla nie członków 50 gr.
/ powyższe informacje pochodzą z przewodnika "Bieszczady" H. Gąsiorowskiego/

Zdjęcie schroniska pochodzi z książki Władysława Krygowskiego "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego



Schronisko pod Czarną Górą w dol. Majdańskiego Potoku.


Wg. informacji z zestawienia schronisk, Barbary Bartyś, schronisko istniało od 1930 roku..
Wg. przewodnika "Bieszczady" H. Gąsiorowskiego, schronisko znajdowało się w dolinie potoku Rybnik Majdański, w górnej części rozciągniętej na długości kilku kilometrów osady leśnej Malmanstal.
Autor pisze :

...Mijamy w dalszym ciągu domy "Kolonii Niżnej", między temi budynek Zarządu Lasów F-my Godulla,, a następnie krótką / ok. 1/2 km./ przestrzeń wolną od zabudowań. Za nią wpada w oko bielejący na tle zieleni piętrowy budynek schroniska Drohobyckiego Oddziału PTT im. Tadeusza Świerza, rozpoczynający szereg domów "Kolonii Wyżnej".
... W ruchu letniskowym z powodu odległości i mniej wygodnej komunikacji Malmanstal dotąd udziału nie bierze,, schronisko jednak stale zagospodarowane, ułatwia tu pobyt i na czas dłuższy. Łóżek 14, ceny dla członków PTT i KTN 1,50 zł za pierwszą noc, 1 zł za następny nocleg turystyczny, / na sienniku bez pościeli 0,50 zł, wstęp do schroniska dla nie członków 50 gr. Wycieczki zbiorowe za uprzednim zgłoszeniem w Oddziale PTT / Drohobycz, inż Kozłowski /, mogą korzystać ze zniżek, w schronisku apteczka.


Schronisko, podobnie jak poprzednie, zlokalizowane było w pasmie tzw, Bieszczad Skolskich,, najbliższe wycieczki na Dziłek /1036 m/, Szczawinę /1028 m/, Wysoki Wierch /1177 m/, Czarną Górę /1230m/, Paraszkę 1207 m/ - najwyższy szczyt Bieszczad Skolskich.

Poniżej, zdjęcie schroniska, także pochodzi z książki W. Krygowskiego "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.



Edytowane przez ju*****ny dnia 19-04-2008 09:32
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 18-04-2008 14:33
Schronisko na Trościanie.


Jak podaje Barbara Bartyś w swoim zestawieniu, schronisko zostało wybudowane w 1934 roku przez Oddział PTT w Drohobyczu.
Henryk Gąsiorowski, w swoim przewodniku Bieszczady wydanym w 1935 roku, także nie wiele ma do powiedzenia na temat nowego schroniska, pisze on :
...Najbliższym schronem jest stale zagospodarowane schronisko P.T.T. / 20 łóżek /, założone w nowym domku myśliwskim br. Groedlów tuż pod szczytem Trościanu na wys. 1200 m, po jego pd. str.
Mamy więc informację, z której wynika, że schronisko stało pod szczytem, na wysokości 1200 m / wysokość Trościanu - 1235 m/, na jego południowym stoku, oraz że już wcześniej, w tym miejscu, stał domek myśliwski Groedlów, przejęty / i prawdopodobnie przebudowany / przez Oddział PTT z Drohobycza.
Sięgnijmy do przewodnika Janusza Gudowskiego Ukraińskie Karpaty Wschodnie t.2 cz.2, pisze on :
Trościan rzadko stanowi cel wędrówki pieszej, gdyż leży na uboczu zarówno głównego karpackiego grzbietu, jak i innych pasm Beskidów Skolskich. Tworzy on dominantę bocznego ramienia odchodzącego z Jawornika Wielkiego w grzbiecie głównym, który przewyższa o blisko 400 metrów. Ze Sławska przechodzimy kilkaset metrów wzdłuż torów na pd.-zach. a następnie drogą wiejską docieramy do wsi Szandrówka, leżącej w bocznej dolinie / ze Sławska 1 godz./. Na krańcach wsi znajduje się turbaza, obok widoczne są wyciągi narciarskie. Stąd zboczem ok. 1 godz. na wierzchołek. Sam wierzchołek jest zalesiony, znajduje się na nim wielki maszt przekaźnika oraz ruiny polskiego schroniska w pobliżu górnej stacji wyciągu krzesełkowego. Teren bardzo zniszczony i zeszpecony. W latach międzywojennych Groedlowie, właściciele Lasów Skolskich , próbowali na Trościanie stworzyć rezerwat przyrody i wprowadzali kosodrzewinę. Pozostały po niej nikłe ślady na samym szczycie.
Moje wrażenia z kontaktu z Trościanem nie są aż tak negatywne, widziałem w Polsce miejsca bardziej zdewastowane i zaśmiecone poprzez rozbudowaną infrastrukturę turystyczno-narciarską. Będąc tam, przed dwoma laty, nie szukałem ruin schroniska, bo jeszcze wtedy nie wiedziałem że takowe tu stało, oraz że coś z niego pozostało.
Poniżej, cztery zdjęcia, dwa ze szczytu, oraz dwa z podejścia i zejścia, w partii podszczytowej.









Edytowane przez ju*****ny dnia 20-05-2008 14:17
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 21-04-2008 16:09
Schronisko na Trościanie c.d.


Wzbogaćmy naszą wyobraźnię poprzez sięgnięcie kolejny już raz do prozy wspomnieniowej Władysława Krygowskiego. Szczęśliwie, również Trościanowi poświęcił on nieco miejsca, zamieszczone poniżej fragmenty pochodzą z opowiadania "W dzienniczku spod poduszki", zamieszczonego w wydanej w 1986 roku pozycji "Wspinaczka po tęczy".

Wczoraj pod wieczór - a była to zima i zmierzch zapadał wcześnie - niesamowity pożar śniegów oglądany ze szczytu. Roztaczał się jak ogromna, nie kończąca się ikona. W dookolnym olśnieniu jeden ciemny, obrzeżony pomarańczowym słońcem samotny Pikuj. Pali się też bizantyńskim złotem Halicz, tak bliski, jakby nie dzieliło go od nas kilkadziesiąt kilometrów. Tak jest na zachodzie, a ku wschodowi Czarna Repa, złocista czapka Monomacha i pomnijsze bojary - Magij, Wysoki Wierch, Tatarówka w uniżonych pokłonach. Dolinami płynie niebieski atrament, wije się zakrętami i skapuje powoli w fiołkową dniestrową północ. Za nami wydłużone cienie naśladują nasze postacie, ruch postaci, gesty rąk zaklinają w taniec.
...Było nas trzch na szczycie, nie licząc tych śmiesznych tańczących za nami. Patrzyliśmy w zdumieniu, że właśnie taki może być świat z wierchu Trościana, zbudowanym z trzech ścian: śniegu, ognia i lodu. Do zachodu słońca brakowało godziny, a schronisko było tuż,tuż, można więc było patrzeć...
Przed trzema dniami wyruszyliśmy z Sianek przy skrzącej się śniegiem pogodzie i przez Pikuj i Klimiec dotarliśmy na Trościan. Staliśmy i patrzyli nic nie mówiąc. Twarze były czerwone od opalenizny i dookolnego pożaru. Niemcy mówią o nim: Alpengluhen. Tutaj Alp nie było, ale pożar trwał i zgasić go dopiero miała noc karpacka.
Cóż pozostanie po tym płonącym krajobrazie? Obaj moi ówcześni towarzysze, starsi ode mnie, odeszli przed kilkoma laty na zawsze. Może włóczą się jeszcze po górach. Jeden z nich - nafciarz z Borysławia, który tak lubił Paraszkę, że pewnie siedzi sobie teraz przed schronem na Czereniszczu, pali ogień i ćmi ukochaną fajkę; drugi, zawsze roześmiany lwowianin, jedzie może teraz kolejką z Nadwórnej w górę Bystrzycy i rozgląda się wokoło, nucąc sobie pod nosem starą lwowską piosenkę "Z cytadeli idą w góry". Obu już nie ma, któż więc, jeśli nie ja, przypomni, jak to było na Trościanie przed prawie pięćdziesięciu laty.
...I tak powracam na Trościan w pewien marcowy wieczór, gdy dotarliśmy do schroniska. Wiecie, jak to jest w schronisku, gdy usiadłszy przy stole, nie ma się już na grzbiecie plecaka, a na nogach butów. Dopiero wtedy odczuwa się senność i zmęczenie. Przez chwilę nie chce się jeść ani nawet pić i właściwie marzy się o wyciągnięciu na pryczy.
W schronisku nie było nikogo, a sam budyneczek, przerobiony z dawnego schronu myśliwskiego Groedlów, miał dopiero później zamienić się w prawdziwe schronisko. A jednak jedliśmy, pili i grali się przy piecu, jeszcze raz przeżywając na swój sposób trzeci dzień wędrówki. Każde pokolenie twierdzi, że za jego młodości było inaczej. Cóż jednak mogą dzisiaj mówić o narciarskich wędrówkach młodzi, którzy zupełnie nie wedrują po górach, którzy pod górę nie chcą podchodzić, a zjeżdżać umieją tylko po ubitym śniegu. A wędrówka to podejścia i zjazdy iskrzącymi się łąkami śniegów.
...Schronisko stało niewielkie, przytulone do zbocza i puste. Dało nam, co miało - ciepło, posiłek i nocleg. Cóż miało dać więcej? Dach nad głową i życzliwość. Od czasu, gdy Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Drohobyczu uruchomił schronisko, było na Trościanie rojno, zwłaszcza gdy odbywały się zawody zjazdowe; dziś panowała tu cisza. Byłem w schronisku po raz pierwszy i Trościan to jedyny szczyt beskidzki, na który wyszedłem w zimie, a nigdy w lecie. I nie wiem, z jakiego powodu miałem przeczucie, że nie zobaczę już nigdy tego schroniska. Patrzyłem na ściany proste i bez szczegółów, lecz zapamiętałem tylko fotografie kilku schronisk, którymi gospodarzyło drohobyckie PTT - na Ciuchowym Dziale, w Malmanotulu i w Klimcu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 22-04-2008 18:04
Kontynuujmy wspomnienia z poprzedniego postu, zaczerpnięte z opowiadania Władysława Krygowskiego:

...Rano wybiegłem pierwszy przed schronisko. Lubiłem zawsze tę chwilę - złudzenie że jestem jedynym na świecie człowiekiem. [....]Ale nie jestem sam. Na wschodzie, gdzieś za Wysokim Wierchem, za krańcami Bieszczadów, za Gorganami, za zagubioną w przestrzeniach Czarnohorą, na niebie widzę z chmur ułożone konie. Wierzcie lub nie wierzcie, ale czy je widzę, czy wymyśliłem z kształtu chmur żółtozłociste konie, z wełnianymi grzbietami, o jasnobłękitnych grzywach, one istnieją. Jedna sekunda gry świateł błyska i roztopiły się w słońcu moje konie. Znów jestem sam. Słońce wspina się nad Czarną Repą i ślizga skrami śniegu. W dole, w wielkim łuku doliny wypełnionej mgłami, przeciągle zawodzi pociąg, znak, że wyjechał z Różanki i dyszy pod górę. Wszystkiego tego się domyślam w stojącej rzece mgieł, nad którą ciemnieją grzbiety wzgórz, jakieś Zełeminy, Tatarówki, Kindraty, Kudrawce, istny archipelag wysp i wysepek.
Tymczasem w izbie schroniska coś się dzieje, słychać pokrzykiwania, widocznie już wstali. W godzinę później pakujemy plecaki, przeglądamy narty, studiujemy mapę. Tę godzinę wykorzystało słońce, by przesunąć się, ale wielkie kłębowisko mgły trwa nadal w dolinach. Ponad nimi kryształowa pogoda. Tak już zawsze z tymi śpiącymi mgłami. Gdy leżą jak barany w koszarze, zawsze jest pogoda. Tak było przed kilku dniami na Pikuju, skąd patrzyliśmy w dół, gdzie miała być Libuchora, tak też było na Klimcu, tylko wtedy z mgły wynurzaliśmy się do góry, wyczuwając nad mgłą pogodę. Bywa wtedy taka chwila, gdy z suchej mgły wchodzisz nagle w snop słońca. Już jesteś nad chmurami, które na noc poszły spać w doliny i zaspały. Masz dwie drogi wtedy - albo czekać w dole, póki się nie obudzą, lub zostawić je, niech dalej śpią. Ty nie czekasz.
Już od czterech dni szła z nami pogoda. Był początek marca i były chwile, kiedy niebem przelatywały pierwsze podmuchy wiosny. Wkrótce przyjdą dni firnowe, kiedy wiosenne śniegi zaczną się topić w prażącym słońcu i marznąć po południu, gdy słońce chyli się ku zachodowi. Będzie wtedy w górach w środku dnia pora osobliwa. Śniegi błyszczą na zboczach jak złote tarcze. Śnieg przestaje być śniegiem, staje się szeleszczącą szybkością. Nie ma wtedy dla narciarza przepaścistych stoków, zjeżdża wszędzie bezpiecznie, pomyśli tylko o skręcie, wije się jak wąż po zboczu, tylko mu żal, że stok się kończy, więc jeszcze wyszukuje jakiś trawers nad podciętym żlebem skalnym, by spłynąć łuk za łukiem na pękatą bulę, a z niej już w dół na przechyloną równinę. Choć to marzec i dzień dłuższy, tylko pozornie jest dłuższy, bo gdy cień znów przypadnie do śnieżnego zbocza i zmrozi ziarniste firny, nie masz już pod deskami tej miodnej szybkiej masy, lecz bezlitosną, dokuczliwą i męczącą szreń. Doświadczony narciarz nie czeka na tę chwilę, lecz już pije mocną herbatę w schronisku.
Dla nas jednak nie nastały jeszcze firny. Był sypki śnieg, owe cudowne trzy, cztery centymetry puchu na twardym podłożu.
- Nie, nie śpieszmy się - powiedział któryś z nas. Rzeczywiście, po co się śpieszyć. Było lśniąco biało, ale właściwie żółtawo od blasku, a cienie bukowych kęp, wysepek jodeł i świerków kładły się granatowo. Ze śniegu gramoliły się jakieś krzewy, może głogi, może tarniny. Tu i ówdzie pojedyńcze samotne świerki. Wszystko to chodziło po stoku, który był łąką w lecie. Gdzieś spojrzał, otaczała cię narciarska ojczyzna, bo w tej części Bieszczadów łąki gonią łąki, połoniny ciągną się i ciągną, przecinane językami buczyn, dębin, świrków i jodeł.
Tylko ku północy wielkie leśne obszary. Mieszkał w nich niedżwiedż i wśród innych karpackich cieszył się złą sławą, jako zły i dokuczliwy. Mówiło się, że s Skolszczyźnie włóczą się złe groedlowskie niedźwiedzie.
...W lasach kryły się potoki i rzeki o bliskich rodzinnych nazwach. Tam Opór we Wrotach Tucholskich, a tam jeszcze dalej Stryj i jakieś sekuły, różanki, sobole i rybniki. Wszystko to płynęło w dniestrowe jary, wśród gór i wzgórz o nazwach śpiewających, o nazwach - zwierciadłach, odbijających różne twarze historii, ich zmiennośc w ustawicznym narastaniu czasu. Wśród bojkowskich i tucholskich wsi, w ciżbie ruskiej mowy, trwały stare polskie przysiółki dawnej szlachty zagrodowej. Tam Pismo Święte językiem księdza Wujka tłumaczone czytywali Podhorodeccy, Kruszelniccy czy Korczyńscy; nawet wtedy, gdy przyjmowali greckokatolicki obrządek, trwali niezłomnie przy chodaczkowych zwyczajach. Im dalej na wschód, było coraz więcej Popadii, Popadyńców, Popów. Tutaj góry o swoich nazwach, jakieś chłopskie, świeckie, tam cerkiewne, ale wszędzie boże.
...Pierwszy ruszył Tadeusz. Znał dobrze drogę i wybrał najdłuższy zjazd przez Orszowiec. Zakurzyło się za nim i w ten śnieżny kurz runął teraz Wacek, za chwilę miałem i ja ruszyć. nie mogę tu stać wiecznie. Poprawiłem plecak, odbiłem się kijkami i już lecę.
....Właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego się najmniej spodziewaliśmy. Tadeusz zatrzymał się, by sprawdzić, którędy będzie najlepiej zjeżdżać na dno doliny i nagle po drugiej stronie leszczynowego wąwozu zobaczyliśmy wyłaniające się zza zagajnika proste chłopskie sanie, zaprzężone w dwa czarne konie. Za saniami posuwał się nieduży pochód kilkunastu brnących w śniegu postaci. Konie zapierały się, aż dyszel strzelał w górę. Gnój rozwożą czy co, ale po co tylu? - pomyślałem - ale zaraz uświadomiłem sobie, że to po prostu pogrzeb, choć nie było widać z dala trumny na saniach. Sanie zsuwały się powoli, jakby nieboszczyk nie chciał opuszczać domostwa. Nie tyle był ciężki ciężar człowieka, ile dostojeństwo śmierci, mimo jej powszedniości. Ludzie przecie umierają wszędzie, w Tarnawie i Libuchorze, w Seneczowie i Synowidzku i gdzie indziej. Cóż więc niezwykłego, że zwożą na dół chłopa spod Orszowca?
Czy przedtem nie śpiewano, czy byli zbyt daleko, czy dopiero teraz powiew w naszą stronę zaleciał, czy może taki to obyczaj - dość że przywiało teraz ku nam śpiewem podobnym do skargi i narzekania. Dzieliła nas rozwartość wąwozu, ale słychać było chwilami brzęczącą muzykę uprzęży, zgrzyt śniegu pod płozami i jęczący lament. Szły powoli baby, jakieś bezkształtne, gdyż zawinięte w kudły kożuchów, w zimową wełnę i grube chusty. Mieszały się barwy żałobne, kłóciły głosy i płacz z rżeniem koni, parowały grzbiety zwierząt. Szły czarne chłopy z odkrytymi głowami, sąsiedzi, krewni, bliscy i powinowaci. Może grzebali jakiegoś Iwanka Fomicza, może Wasyla Daniłę, nie był to jednak ubogi, bo tak nie jedzie biedak przed oblicze Pana, choć Pan nie dzieli świata na bogaczy i nędzarzy. Nie był to jednak także pochówek bogacza, bo z cerkwi wyszedłby po niego brodaty pop z cerkiewną modlitwą. Nie należał już nieboszczyk w każdym razie do Orszowca i Trościanu, lecz do cmentarza w Sławsku. Położą go tam obok Semena Hnatiuka, na Wielkanoc krewni złożą na mogile jadło, jak każą zwyczaje. Jeśli straszno jest umierać, podobno nie bezpieczniej jest żyć długo. Wśród młodych stary człowiek czuje się umarły. Jęki oddalały się i cichły. Jeszcze było widać gromadkę, jeszcze w krzakach poruszały się cienie pochodu. Działo się tak, jak przed wiekami w greckiej tragedii: cienie należały do biadającego chóru...


Edytowane przez ju*****ny dnia 11-03-2009 17:52
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 25-04-2008 13:37
Schroniska Oddziału PTT w Drohobyczu c.d.


Poniżej, fragment mapy Bieszczad Wschodnich, dodatku do Przewodnika po Bieszczadach Wschodnich t.1 H. Gąsiorowskiego, z okolic Sławska i Trościana.
Na mapce zaznaczona jest granica państwowa, granica pasa konwencji turystycznej, przebieg tras turystycznych w okolicach Sławska. Od Jawornika, przez Trościan, Sławsko, ku Czarnej Repie przebiegał czerwony, Główny Szlak Beskidzki, zaczynający się w Ustroniu w Beskidzie Śląskim, kończący na Stohu w Górach Czywczyńskich, nazwany imieniem Marszałka J. Piłsudskiego.



Poniżej, kolejna mapka, z tego samego przewodnika. Zaznaczona lokalizacja schronisk w Sławsku / schronisko Karpackiego Towarzystwa Narciarzy / oraz schroniska pod Trościanem, także przebieg tras narciarskich na Trościanie, podejściowych i zjazdowych.



Poniżej, jeszcze jeden fragment z mapki Bieszczady, autora jak wyżej. Zaznaczony jest węzeł szlaków turystycznych przy schroniskach "na Ciuchu" oraz w Malmanstalu, a także inne obiekty turystyczne na tym terenie, np. stacja turystyczna PTT w Załokciu, założona w 1932 roku także przez Oddział PTT w Drohobyczu.

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 03-05-2008 19:05
Schroniska na Pantyrze i pod Steryszorą.


To kolejne schroniska, "mina" do wyjaśnienia, po schroniskach w paśmie Starostyna - Pikuj.
Czy w paśmie, ku Połoninie Czarnej, istniały jedno, czy dwa schroniska ?
Są na ten temat nie do końca jasne informacje, przy czym podobnie, jak w paśmie Pikuja, schronisko lub schroniska stawiało to samo Przemyskie Towarzystwo Narciarzy.
Zacznijmy od mapy WIG-u, na arkuszu "Rafajłowa", zaznaczone są dwa schroniska. To, na Pantyrze, znajduje się w odległości kilkuset metrów od słupka granicznego nr.1, drugie, zlokalizowane jest na północnym stoku, pod Czarną Klewą / Steryszorą /. Obydwa schroniska, w linii prostej, dzieli odległość około 11 km.
W wykazie obiektów turystycznych p. Barbary Bartyś / Pamiętnik PTT 1994 r/, zamieszczone jest jedynie schronisko pod Steryszorą, jako postawione przez Przemyskie Towarzystwo Narciarzy, powstałe w 1935 roku.
Jest to jednak jedyna, wyraźna informacja, na temat tego schroniska, na którą natrafiłem.
W większej ilości źródeł trafiamy na ślad istnienia schroniska na Pantyrze.
Jest słabe technicznie zdjęcie tego schroniska. Zdjęcie schroniska na Pantyrze
/pocztówka wydana przez Wundermanna/ zamieszczone zostało w artykule Jana Skłodowskiego "Wundermann w Rafajłowej", w "Płaju" nr 32.



Poniżej, fragment mapy z okolic schroniska oraz zdjęcie granicznej "jedynki" na Pantyrze, wykonane w 2001 roku.





W zamieszczonym w jednym z moich poprzednich postów opisie, grupowej, wschodnio-karpackiej wycieczki Mieczysława Orłowicza, odbytej w 1936 roku, wynika że grupa wędrując od strony Przełęczy Legionów, dotarła na nocleg do schroniska Przemyskiego Towarzystwa Narciarzy na Pantyrze.
Władysław Krygowski w opowiadaniu "Fiodor spod Steryszory" pisze :
...W parę lat później szliśmy z Zosią z Rafajłowej i minąwszy co dopiero wzniesione schronisko na połoninie Pantyr, brnęliśmy w wysokich trawach Bratkowskiej ku Steryszorze.
Obszerne fragmenty tego opowiadania zamieszczę w kolejnym poscie.
Osobiście, nie jestem przekonany, czy zamieszczone tam opisy dotyczą tego, pantyrskiego schroniska, czy jakiegoś innego, spod Steryszory.
Jeżeli tego, z Pantyru, to skąd tytuł opowiadania, "Fiodor spod Steryszory" - Fiodor, to gospodarz schroniska.
Pojawiają się tutaj podobne wątpliwości, jakie występowały w wypadku innego opowiadania Władysława Krygowskiego, zatytułowanego "Nastka z Prełucznego", tam lokalizacja schroniska na Prełucznym wiązana była przez autora wspomnień z połoniną Szyja / patrz, jeden z poprzednich postów /.

Edytowane przez ju*****ny dnia 03-05-2008 19:11
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 04-05-2008 09:57
Wróćmy do opisów schronisk z poprzedniego postu, z okolic Połoniny Czarnej.
Przeglądając opisy zamieszczone na odwrocie mapy WIG-u - arkusz Rafajłowa, natrafiłem na informację :

Arkusz WIG "Rafajłowa" omawiany był w 1936 r. w Wierchach t. XIV str. 256.
Henryk Gąsiorowski, autor Przewodnika po Karpatach Wschodnich, pisał w roku 1936 :
Arkusz Rafajłowa posiada wprowadzone oznaczenie szlaków zimowych i granic rezerwatów oraz rozróżnienie znaków na schroniska zagospodarowane i niezagospodarowane. Usunięto błędne nazwy "Przełęczy Pantyrskiej", we właściwym miejscu ustalając położenie Przełęcz Legionów na Rogodzach, oraz "Czarnej Połoniny", zamiast której wprowadzono jedynie poprawną na to pasmo nazwę pasma Bratkowskiej. Jedynie obok Steryszory / podanej na drugim miejscu w nawiasie / figuruje wciąż błędna nazwa Czarnej Klewy.


Tak więc, stosując prawidłowe nazewnictwo, powinniśmy unikać nazwy Połonina Czarna, Czarna Klewa. Na mapie, obydwa schroniska, to na Pantyrze i to pod Steryszorą, zaznaczone są jako schroniska zagospodarowane, skoro mapa była omawiana w "Wierchach", po jej wydaniu, w 1936 roku, trudno przyjąć że Henryk Gąsiorowski przeoczył tak istotny błąd jak zamieszczenie na mapie nie istniejącego, zagospodarowanego schroniska.
Dlaczego jednak, Przemyskie Towarzystwo Narciarzy miało by w tym samym czasie, / 1935 rok /, stawiać tak blisko siebie zlokalizowane dwa schroniska ?
Sytuacja, również czasowo, identyczna jak w stosunku do schronisk w paśmie Pikuja, tyle tylko, że na mapie WIG arkusz Pikuj, zaznaczone jest jedynie jedno schronisko i w tamtym wypadku łatwiej przyjąć, że schronisko zlokalizowane pod szczytem Pikuja nie istniało, chociaż nie jest to żaden poważny argument, można przecież przyjąć że wydawanie kolejnych, poprawionych arkuszy map nie nadążało za zmianami / w tym okresie, nowe schroniska wysypały jak grzyby po deszczu.
Poniżej, zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam duże partie opowiadania Władysława Krygowskiego "Fiodor spod Steryszory" zamieszczonego w wydanej po raz pierwszy w 1985 roku pozycji "Wspinaczka po tęczy".

Było to niewielkie, przytulne schronisko. Otaczały je niezmierzone łąki Steryszory, ciągnące się kilkunastukilometrową połoniną od Durniej i Gropy aż po Czarną Klewę. Nazywano je Czarną Połoniną, może od tej Klewy, moje jednak pokolenie przywykło je nazywać Bratkowską. Była jak wszystkie łąki karpackie ogromną zielonozłotą przestrzenią, po której hasały wiatry, śmigające z jednych lasów w drugie. Spadała spod grzbietów stromo ku północy, lecz zatrzymywała się na skraju wielkich puszcz, spływających w zlewisko Bystrzycy. Spadała też na południe w zieloną czeluść źródeł płynącej do Dunaju Cisy.
Przechodziłem przez kwitnące łąki Steryszory gdzieś w trzydziestych latach, gdy jeszcze nie stało tu schronisko. Szedłem spod Doboszanki i piąłem się ku wysokiemu wierchowi Bratkowskiej, aby po wielkim mozole podejścia schodzić na bardzo niską przełęcz Okole do schroniska, które kiedyś zbudowali siedmiogrodzcy Niemcy z Siedmiogrodzkiego Towarzystwa Karpackiego. W parę lat później szliśmy z Zosią z Rafajłowej i minąwszy co dopiero wzniesione schronisko, na połoninie Pantyr, brnęliśmy w wysokich trawach Bratkowskiej ku Steryszorze. Łąki naprawdę płynęły w łagodnym, ciepłym wietrze. Zdawało się nam, że to nie łąki, lecz zielone, nie kończące się wody płyną pod powiewem, i że stojące w środku nich schronisko - jest maleńką łódką na zielonym jeziorze. Łaskotane wiatrem trawy połyskiwały jak grzywy fal i jak gdyby kołysały schroniskiem. Chwaliliśmy sobie ów wiatr, bo choć ciepły, chłodził nas, uginających się pod ciężkimi plecakami.
Schronisko zbudowało Przemyskie Towarzystwo Narciarzy, które w trzecim dziesiątku naszego wieku wzniosło kilka górskich schronisk, wśród nich pokaźne, pod szczytem Pikuja w Bieszczadach Centralnych. Niewielkie to Towarzystwo miało kilku ofiarnych ludzi, jak profesor Kolankowski, którzy w łańcuchu karpackim wypełniali istniejące jeszcze braki schroniskowe.
Wieczór spędziliśmy przy świecy, gdyż okazało się, że właśnie stłukło się szkiełko od lampy naftowej. Wiele, bardzo wiele schronisk, było w tym czasie oświetlanych naftą, co nie przeszkadzało, że miano jasny pogląd na turystyczne zagospodarowanie Karpat. Szkiełko było jedyne, toteż na nowe musiało schronisko poczekać, aż się je sprowadzi z Nadwórnej za pośrednictwem niezawodnego Wundermana. Pośrednikami bywali przy zakupach także pracownicy kolejki wąskotorowej lub leśnej, ale karczmarz rafajłowski załatwiał wszystko najsprawniej.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 04-05-2008 11:52
Kontynuujmy wątek wspomnieniowy, cytując fragmenty opowiadania Władysława Krygowskiego "Fiodor spod Steryszory":

Przed wojną każdy szanujący się turysta miał w plecaku świecę, ustawianą byle gdzie i w byle czym albo - jak to czynili bardziej wymagający - wkładaną w czworościenną konstrukcję z ogniotrwałymi szybkami. Ścianki były na zawiasach, tak że konstrukcję można było złożyć na płasko.
Siedzieliśmy więc przy świecy, najpierw przy stole, później przy oknie. Świeczka została na stole, a zapach knota i stearyny łączył się harmonijnie z wonią świeżej budowy. Tak miło było oddychać tą przedziwną mieszaniną, która stwarzała nastrój zaciszności, żółtawego półmroku i przeświadczenia, że ma się dach nad głową i nie ma ciężkich butów na nogach. Nic dziwnego, że do wnętrza izby wraz z nastaniem wieczoru i zapaleniem światła zaczęły się dobijać do okna ćmy. Tłukły się o szyby i coraz więcej ich przybywało.
...Szyby spotniały od naszego oddechu, więc przetarłem je rękawem. Ćmy na chwilę uciekły, a ten moment przechwyciły gwiazdy na czarnym niebie i zabłysły wyraziście. Zgasiłem świecę i gwiazdy, drżąc ostrym światłem, prawie zaczęły wchodzić do izby. Nigdy w życiu nie widziałem ich tylu i pomyślałem niedorzecznie, że świat jest do góry nogami, niebo bez gwiazd jest na dole, a ziemia ze światłami wsi i miasteczek na górze. Nie wiedzieliśmy wtedy, że za parę lat wszystko na świecie naprawdę przewrócone będzie do góry nogami, nie słyszeliśmy jeszcze pierwszych kroków wojny.
Od widowiska na niebie oderwało nas wejście Fiodora. Niósł miskę gorącej mamałygi, dwie łyżki i dzban kwaśnego mleka. Wyciągnąłem paczkę papierosów i poczęstowałem go. Zaczęliśmy jeść i rozmawiać. O schronisku, o jego budowie, o turystach, którzy już nocowali, o tym, jak sobie radzi z zapasami. Najbliższy sklep jest w Rafajłowej, ale tam drogo. Fiodor jeździ kolejką do Zielonej, a co pewien czas do Nadwórnej.
- Gdyby była Małańka, wszystko byłoby inaczej. - Tak opowiadał Fiodor, jakby było jasne, że wiemy, kto to była Małańka. Czuliśmy, że coś kryje się pod tym, lecz nie pytaliśmy. W czerwonawym świetle świecy starałem się przyjrzeć gospodarzowi schroniska.
Wtedy wieczorem wydał mi się chudym, o wyraźnych rysach twarzy mężczyzną, o wcale bujnej czuprynie połyskującej siwizną. Mógł mieć koło czterdziestki, chyba nie więcej. Trochę śmiesznie sterczały pod długim nosem długie, zółtawe, zakręcone ku oczom wąsy. Oczy jak u dziecka, pewnie były niebieskie, przy świeczce błyszczały, ale nie groźnie, raczej wesoło. Mimo że było lato, Fiodor nosił kożuszek, a pod nim szarą, lnianą koszulę. Nie wyglądał na rozmownego, a gdy odzywał się, brzmiało coś w jego mowie dźwięcznie i przeciągle. Nie wszystko, co mówił zrozumiałem, ale sens jego opowiadania pojęłem dobrze. I tak słowo do słowa złożyła się opowieść o życiu Fiodora, którego poznałem pod Steryszorą i którego już nigdy w życiu potem nie miałem zobaczyć. Gdyby jeszcze żył, miałby ponad dziewięćdziesiąt lat, a to już nieczęsto bywa.
...Pracował wszędzie sumiennie. Toteż polecono go przy budowie schroniska. Później został w nim, bo należał już do tej ziemi i do tego domu. Nie wiedział, że on, przybłęda, będzie tu kiedyś gospodarzem. Tak mało wie się w ogóle o życiu. Nie wiedzieliśmy, że i my przestaniemy wkrótce być na tej ziemi gospodarzami.
...Mój zegarek wskazywał dziesięć po dziesiątej. Fiodor jak przyszedł, tak poszedł. Przez otwarte okno wpływał chłód i pachniało ziemią i zielenią. Dopiero wtedy odczuliśmy, jak wielki był dziś upał. Po dziennym skwarze przelatywały mi teraz przez plecy dreszcze. Paliła twarz i bolały ramiona. Zamknąłem okno, zapaliłem świeczkę i znowu zatrzepotały wkrótce ćmy na szybie.
...Nie wiedziałem wówczas, że patrzymy przez to okno na ogromną połoninę Steryszory po raz ostatni w życiu. Może to i dobrze, że nigdy nie wiemy, co nas spotka jutro. Wiedząc o tym, nie cieszylibyśmy się dość mocno niespodziewanym szczęściem a martwilibyśmy się nieszczęściem, zanim nadejdzie.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 05-05-2008 18:01
Kilka zdań na temat schronisk w Gorganach Zachodnich.


Materiału do kolejnego postu dostarczy artykuł wspomnieniowy Władysława Stefana Lenkiewicza, o swoim ojcu, zamieszczony w Wierchach nr.66 - rocznik 2000, na str. 79 - 94, zatytułowany "Góry w obiektywie Adama Lenkiewicza".
Poniżej, fragment przedstawiający Adama Lenkiewicza, jako jednego z czołowych działaczy Oddziału PTT we Lwowie, zaangażowanego w budowę schronisk na terenie Gorganów.

...Początek lat trzydziestych to nowa fascynacja Adama Lenkiewicza. W latach dwudziestych obracał się on w kręgu narciarzy i turystów zrzeszonych w Karpackim Towarzystwie Narciarzy. Było to Towarzystwo, którego zasługi dla rozwoju i organizacji narciarstwa, szczególnie na terenie Karpat Wschodnich, trudno przecenić. Niespożyty prezes, prof. Zygmunt Klemensiewicz, nota bene także świetny fotografik górski, znany taternik Roman Kordys, bracia Lubienieccy, Stanisław Bialikiewicz - żeby wymienić tylko znanych mi osobiście - to nazwiska już dziś historyczne. Zjeżdżaliśmy się w Sławsku zwykle w soboty i w niedziele, ganialiśmy po Ilzie, Trościanie, Wysokim Wierchu i innych bieszczadzkich szczytach. Pamiętam te nasze urocze spotkania w schronisku u Szczepana Witkowskiego.
Ale z końcem lat dwudziestych został powołany we Lwowie przez Zarząd Główny PTT Oddział Lwowski tego Towarzystwa i Ojciec całą swoją energię i zdolności organizacyjne zaczął lokalizować w nowo powstałym Oddziale. Po dwóch latach został jego prezesem.

Nasze są Gorgany Zachodnie

Tak oświadczył w Oddziale Ojciec po powrocie z Krakowa, z Zarządu Głównego PTT. Gorgany Zachodnie - ba! Toż to góry prawie zupełnie dziewicze, bez schronisk, z kilku zaledwie stacjami turystycznymi, bez znakowanych szlaków. Ale Ojciec wiedział, czego się podjął. Miał w Oddziale Lwowskim wspaniałych ludzi i przyjaciół: dra Wacława Majewskiego, wieloletniego towarzysza wypraw turystycznych, a szczególnie narciarskich; Janusza Czajkowskiego, niezapomnianego kumpla narciarskiego; Jadwigę Romanowską, niezastąpioną sekretarkę Oddziału; dyrektora Michała Guzeckiego, późniejszego przewodniczącego powołanej do życia przy Oddziale Sekcji Narciarskiej PTT; Ryszarda Rodzynkiewicza - czołowego działacza tej Sekcji; Władysława Niedenthala i wielu innych. Lokal Oddziału mieścił się przy ul. Akademickiej 23, czyli w samym centrum Lwowa. Każdemu było tam po drodze, więc zawsze roiło się od chętnych do pomocy.
Właściwie w tej części Gorganów działało jedno schronisko - w Jali Ryzarni, koło Osmołody. Był to zaadoptowany do roli schroniska dom, albo gajówka. Działało tu też kilka stacji turystycznych, m.in. przy restauracji Wundermana w Rafajłowej. Oczywiście Oddział nie miał monopolu na wyłączność budowy schronisk. W Karpatach Wschodnich różne organizacje stawiały swoje schroniska, dzięki czemu przed wybuchem wojny góry te były już wystarczająco dobrze zagospodarowane.Oddział Lwowski PTT postanowił wybudować całą sieć schronisk średniej wielkości / do 30 łóżek / w dolinach, położonych w odległości około jednego dnia wędrówki. Pod szczytami miały być uruchomione lub wybudowane schrony niezagospodarowane. Zaczęto też zwiększać ilość stacji turystycznych, zlokalizowanych w istniejących zabudowaniach wiejskich. Ojciec znalazł w rodzinie inżyniera architekta z ambicjami stworzenia stylu górskiego na wzór zakopiańskiego stylu Witkiewicza. Był nim Tadeusz Solecki, pracujący w lwowskim magistracie.
Na początek ruszyła przebudowa schroniska na Przełęczy Wyszkowskiej. Tam, patrząc od zachodu, zaczynały się Gorgany. Stamtąd, w odległości jednego dnia marszu przez pasmo Gorganu Wyszkowskiego, dochodziło się do Klauzy Świcy. Tu właśnie jako następne stanęło piękne schronisko, zaprojektowane przez T. Soleckiego. Miało ono trzy kondygnacje z 25 łóżkami w pokojach dwu-, trzy-, czteroizbowych i w zbiorówce. Z boku schroniska postawiono garaż, co w owym czasie było ewenementem. Warto dodać, że do Klauzy Świcy prowadziła z Ludwikówki droga składająca się z ... dwóch ścieżek. Szła ona wzdłuż rzeki Świcy i przecinała co chwila tor kolejki leśnej, oczywiście bez żadnych ostrzeżeń czy zapór. Na grani łączącej Sywanię Lolińską i Mołodę postawiono schron niezagospodarowany, co umożliwiało przejście w ciągu jednego dnia z Klauzy Świcy do Jali Ryzarni.
Czekały teraz na schronisko przepiękne Gorgany Środkowe z najwyższymi szczytami Gorganów: Sywulą i Wysoką. Lokalizacja nowego schroniska na Polanie Ruszczyna / 1400 m n.p.m./ zobligowała T. Soleckiego do zmiany stylu na styl typowo wysokogórski. Stanowisko stanowiło doskonały punkt wypadowy na Sywulę, Koniec Gorganu i do Rafajłowej. W książce "Dawnymi szlakami Gorganów" [Warszawa 1996, ss. 174] opisałem, jak zaopatrywaliśmy nowo otwarte schronisko na Ruszczynie, ciągnąc ciężki topogan z Jali. Nieraz podobnie wyglądało znakowanie szlaków w lesie. Ojciec i ja maszerowaliśmy z wiaderkami farby, pędzlami znakując świeżo wytyczony szlak. Potem powstał schron na przełęczy Borewka, między Wysoką a Sywulą, a własciwie - jak ją nazywali miejscowi - Łopuszną-Sywulą.
Najpiękniejszym jednak schroniskiem, wybudowanym dwa lata przed wybuchem wojny, było schronisko w dolinie Mołody, też według projektu T. Soleckiego.
Tak więc w ciągu dziewięciu lat Oddział Lwowski PTT wybudował w Gorganach Zachodnich cztery schroniska i dwa schrony niezagospodarowane. Wędrujący dziś zarośniętymi szlakami Gorganów nie znajdą żadnego z nich. Czasem zaświadczą o nich jakieś wystające ponad trawę szczątki fundamentów...
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 06-05-2008 08:35
Gorgany. Schronisko Oddziału Lwowskiego PTT w dolinie Świcy. Zdjęcie to oraz natępne, wykonane przez Adama Lenkiewicza, pobrane z artykułu wspomnieniowego, zamieszczonego w Wierchach nr 66 / rok 2000 /.



Poniżej, schronisko w dolinie Mołody.



Główny temat przewijający się przez artykuł wspomnieniowy "Góry w obiektywie Adama Lenkiewicza" nie będzie tutaj przedstawiony, bo to inny, odbiegający od tematu starych schronisk , na pewno wart przypomnienia, ale nie tu.
Jeszcze tylko zakończenie artykułu, przedstawiające los tamtych ludzi i ich dorobku już po wybuchu wojny.

...WOJNA ! Dramat Kraju. Rozpad Państwa, więzienia, wywózki z ziem wschodnich w głąb Związku Radzieckiego, rozłąki, osobiste dramaty.
Kontakt z górami? Tak - to akcje przerzutów oficerów polskich na Zachód. Nasze z Ojcem wypady rozpoznawcze w znane nam tak dobrze tereny, kontakty z tamtejszymi Polakami...
Na ruinach tego co zostało Adam Lenkiewicz podjął próbę ratowania organizacji PTT na wschodzie. Wyjazdy w teren, korespondencja - wszystko w granicach pełnej legalności... i oczywiście z góry skazane przez władze Ukrainy na niepowodzenie. Pierwsze wiadomości o zniszczeniu schronisk, rozgrabianiu majątku, aresztowaniach działaczy i gospodarzy schronisk zahamowały, a potem definitywnie przerwały społeczną działalność Ojca. W zimach lat 1939-1941 jeździliśmy z Ojcem na nartach w lwowskich parkach o wspaniałych terenach i zaśnieżeniu.Już wtedy, otoczeni szczelnie przez wrogie Polakom środowiska rosyjskie i ukraińskie, wiedzieliśmy jak się pracuje w konspiracji. Wydaje się to niewiarygodne, ale ani ja nie wiedziałem co robi mój Ojciec w tajnej organizacji polskiej, ani Ojciec nie miał pojęcia, gdzie znikam na kilka dni i co w tym czasie robię. Były to żelazne zasady konspiracji - gdyby któryś z nas wpadł, rzeczywiście nie mógłby sypnąć.
Aparat fotograficzny stał się teraz skromnym źródłem utrzymania. Przypominam sobie kolejki przed domem, które w okresie wyrabiania "paszportów" /tak nazywały się tam dowody osobiste/ składały się z osób oczekujących na zdjęcia.
... Gdy patrzę na to wszystko z perspektywy minionych sześćdziesięciu lat, zadziwia mnie jego optymizm i brak przewidywania tego, co mogło Go spotkać. Wiele zdjęć z gór nie zostało przez Niego opisanych i prawdopodobnie nigdy nie zostaną one zidentyfikowane. Kiedyś, z początkiem 1941 roku, powiedział do mnie mimochodem: - Uważaj! Prawdopodobnie będę aresztowany. Ktoś u nas sypie. Wiesz, musisz zająć się rodziną.
- Czemu nie znikniesz? - zapytałem logicznie. Przecież kto jak kto, ale Ty, Ojcze, przez te NASZE góry...Przerwał mi: - Wówczas Was zaraz wywieźliby na wschód.
Zaaresztowali Go 17 marca 1941 r. Rozstrzelano Go wraz z całą grupą więźniów po ewakuacji z więzienia przy ul Łąckiego we Lwowie, w czasie ucieczki przed Niemcami, gdzieś na wschód od Lwowa - 23 czerwca 1941 roku. Miał wtedy 53 lata.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 16-05-2008 11:37
W dniach 08 -11.05.2008 brałem udział w wyjeździe w Bieszczady Wschodnie, organizowanym przez PTTK Rzeszów.
Przejścia jednodniowe prowadzili Aleksandr Nużnyj oraz Witold Haspel.
Ponieważ trasy przejść wiodły przez miejsca związane z lokalizacją kilku przedwojennych schronisk wschodniokarpackich, usiłowałem uzyskać dodatkowe informacje z nimi związane, poniżej pokrótce je przedstawiam:

1. W paśmie Pikuj - Starostyna zbudowane były jednak dwa schroniska.
Schronisko pod Pikujem, zlokalizowane było na polanie, poniżej partii
podszczytowej, w kierunku Wielkiego Menczyła, tuż przy granicy państwowej,
która wtedy na Pikuju skręcała, schodząc z grani głównej ku Wielkiemu
Menczyłowi. Po schronisku nie zachował się żaden ślad. Poniżej, zamieszczam
zdjęcie schroniska, pobrane z książki Władysława Krygowskiego
"Wsponaczka po tęczy" - opisane jest ono jako schronisko pod Pikujem.



Kolejne zdjęcie pokazuje miejsce lokalizacji schroniska, widziane z Pikuja
/ polana na skraju lasu, za widocznym, ośnieżonym uskokiem / - informator
Witold Haspel.



Poniżej, zamieszczam zdjęcie związane z drugim ze schronisk, zbudowanym
na obszernej polanie pomiędzy Ostrym i Wielkim Wierchem. Widać na nim
charakterystyczną kępę krzaków, nad linią lasu, widoczną z daleka, kryjącą
ruiny schroniska.



2. Podczas wędrówki znakowanym szlakiem turystycznym od Skola ku Paraszce
przez Czereniszcze, mijaliśmy polanę podszczytową na Czereniszczu, gdzie
stał nie zagospodarowany schron Oddziału PTT w Drohobyczu.
Aleksandr Nużnyj twierdzi, że po schronie nie pozostał żaden ślad.

3. Kolejnym, mijanym miejscem z polskim schroniskiem była Przełęcz
Wyszkowska. Również tutaj brak śladów po nim, przy czym żaden z
uczestników przejścia nie miał informacji co do miejsca lokalizacji obiektu.
Poniżej, zdjęcie schroniska pobrane z książki Władysława Krygowskiego,
"Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego"



Wymienione schronisko posiadało 28 miejsc noclegowych i wybudowane było
w latach 1936-38 przez Oddział Lwowski PTT. Znajdowało się przy czerwonym,
Głównym Szlaku Beskidzkim, pomiędzy schroniskiem w Sławsku a
schroniskiem w dolinie Świcy.

4. Jeszcze jedna informacja, Aleksandr Nużnyj twierdzi że pozostały ślady w
postaci obrysu fundamentów po schronisku na Pantyrze, w paśmie
Bratkowskiej.

5. W ciągu ostatnich trzech lat, po raz trzeci byłem na Pikuju, ale dotychczas
nie natrafiałem na żaden ze słupków starej granicy. Tym razem, może dlatego
że była dobra pogoda, może dlatego że pokazał nam go Aleksandr Nużnyj,
a może ktoś ostatnio ten słupek postawił, faktem jest że pod Pikujem stoi
słupek nr 1/3 - na Pikuju stał kiedyś kolejny słupek nr1.

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
lu*****sz
Użytkownik

Postów: 348
Data rejestracji: 11.08.07
Dodane dnia 16-05-2008 12:58
Na Pantyrze obrys schroniska jest doskonale widoczny,natomiast na Steryszorze nie udalo mi się znaleść niczego/pewnie by się tam coś znalazło,ale kosówka rorzrosła się tam znacznie,a czasu nigdy nie ma na tyle żeby czesać teren metr za metrem/


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 16-05-2008 16:18
Natrafiłem na kolejne zdjęcie jednego ze schronisk w paśmie Bratkowskiej. Zdjęcie, słabe technicznie, pochodzi z książki Władysława Krygowskiego "Wspinaczka po tęczy", opisane jest jako "schronisko pod Bratkowską".
Prawdopodobnie jest to kolejne zdjęcie schroniska na Pantyrze, sądząc po podobieństwie do wcześniej zamieszczonego zdjęcia, jakkolwiek, nie wiemy jak wyglądało schronisko pod Steryszorą.



I jeszcze jedno zdjęcie, z tej samej książki, będące kolejnym, zamieszczonym zdjęciem schroniska w dolinie Świcy, opisane jest jako "Schronisko PTT w Dolinie Świcy pod koniec lat trzydziestych".

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 16-05-2008 19:27
Tym razem cofniemy się głęboko wstecz, ku przełomowi 19 i 20 wieku.
Skorzystam z materiału zamieszczonego w Płaju nr 32 - jest to fragment książki Mieczysława Orłowicza " Moje wspomnienia turystyczne", dotyczy on wycieczki Akademickiego Klubu Turystycznego z Lwowa w Czarnohorę, w 1907 Roku.

...Szliśmy dalej grzbietem granicznym, który prowadził wciąż w kierunku południowo-wschodnim. Na końcu pasma, z dala widoczny wznosił się stromo nad okoliczne szczyty wschodni bastion Czarnohory - Pop Iwan / drugi co do wysokości na Czarnohorze /. Stąd kończył się marsz szczytami na wysokości 2000 m, gdyż grzbiet graniczny opadał mocno w dół na poziom około 1500 m, tj. z wysokości połonin, porosłych tylko trawą, na wysokość górnych partii lasu. W tej okolicy stanęło bardzo rzadko odwiedzane przez turystów schronisko " Na Poliwnym"
/ nazwa połoniny /, które wystawił oddział Czarnogórski [sic!] TT w Kołomyi w r. 1881 na gruncie darowanym przez właściciela. Było ono tak słabo odwiedzane, że około 1900 r. ukazał się nawet w " Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego" artykuł jakiegoś zamiłowanego w tych stronach turysty, w którym pisał on, że schronisko wobec braku turystów Huculi zamienili na stajnię dla owiec i tak zabrudzili, że nie nadaje się na noclegi, tym bardziej że wynieśli oni zeń drzwi i okna do wsi, gdyż owcom nie były potrzebne. Członkowie zarządu Oddziału TT w Kołomyi usprawiedliwiali się że żaden z nich tu nie był, bo to bardzo daleko od kolei, ale że księgowy oddziału obiecał tu przyjechać i zbadać sytuację o ile będą mu zwrócone koszty biletów i dojazdu. Cały ten incydent i notatka świadczą, jak mało kto, nawet z zarządu oddziału czarnohorskiego, dał się namówić na wycieczkę w góry.
Stosunki zmieniły się radykalnie w r. 1906/1907 po założeniu Akademickiego Klubu Turystycznego i Karpackiego Towarzystwa Narciarzy, których członkowie nie mieli wątpliwości , czy iść na Czarnohorę, czy posłać tam kogoś za zwrotem kosztów biletów. Chodzili po górach chętnie i często, widząc przyjemność wartą fatygi i gotówki wydanej na bilet.
... Burkut to chyba najdalszy i najmniej dostępny zakład kąpielowy b. Galicji. Stąd do Żabiego było 41 km bardzo lichej i kamienistej drogi doliną Czarnego Czeremoszu, z Żabiego zaś do Worochty droga jezdna, bardzo licha i błotnista, przez gajówkę Ardżeluzę, wynosiła 35 km. Burkut więc był oddalony 76 km od stacji kolejowej w Worochcie, i to zbudowanej dopiero około 1893 roku. Naturalnie, w tych warunkach niewielu było amatorów na kurację w Burkucie, gdzie była zresztą znakomita w smaku woda żelazista, podobna do wody w Krynicy lub Żegiestowie. Tutejsi goście w liczbie kilkunastu to prawie wyłącznie biedni kupcy z Kołomyi, Stanisławowa i okolicznych miasteczek. Uważałem ich za prawdziwych bohaterów, skoro zniesli trud podróży z Worochty do Burkutu, gdy przyszło im tę całą drogę przejść pieszo...


Edytowane przez ju*****ny dnia 16-05-2008 19:34
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
lu*****sz
Użytkownik

Postów: 348
Data rejestracji: 11.08.07
Dodane dnia 16-05-2008 20:20
nie wiemy jak wyglądało schronisko pod Steryszorą.

Zdjęcie schroniska pod Steryszorą macie w galerii z 26.01.2008 na mojej stronie


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
da*****da
Użytkownik

Avatar Użytkownika

Postów: 124
Data rejestracji: 24.03.08
Dodane dnia 16-05-2008 21:36
Z ogromnym zainteresowaniem sledze niniejszy temat. Dysponuje reprodukcjami zdjec wszystkich schronisk, ktore niegdys istnialy w Gorganach (rowniez po zakarpackiej stronie). Niestety, nie moge ich opublikowac w sieci, nim nie ukaze sie przewodnik po Gorganach (-: Prosze wiec o wybaczenie... Tutaj tylko chcialem dodac dwie informacje do ostatnich postow nt. pozostalosci schronisk w dolinie Molody i pod Pantyrem. Otoz, ruiny tego pierwszego sa oznaczone zolta tabliczka (opodal podwojnych oznakowan szlaku czerwonego i zoltego na Molode) z napisem w jezyku ukrainskim i - pod spodem - w angielskiej transkrypcji, ktora brzmi: 'Ruins of tourist refuge - 1938 p.'. Natomiast pod Pantyrem mamy doskonale zachowane fundamenty schroniska (walaja sie tez w okolicy resztki cegiel), a opodal (w strone glownego grzbietu) znajduje sie ladnie ulozona podmurowka budynku gospodarczego.

Pozdrawiam
da.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 17-05-2008 15:58
Schroniskiem " Na Poliwnym" weszliśmy w krąg schronisk czarnohorskich. Kontynuujmy więc ich temat, sięgając tym razem po artykuł Andrzeja Ruszczaka
" Oddział Czarnohorski Towarzystwa Tatrzańskiego". Artykuł zamieszczony jest w "Płaju" nr 25 z jesieni 2002 r.
Poniżej, obszerne jego fragmenty, w zakresie obejmującym historię pierwszych schronisk :

... W 1874 r. w Krakowie powołano do życia Towarzystwo Tatrzańskie. Jednocześnie mianowano Komisję Wykonawczą w Żabiu w składzie : Jan Gregorowicz ( zarządca dóbr skarbkowskich w Żabiu ), Stanisław Przybyłowski
( właściciel ziemski z Krzyworówni, ojciec matki Stanisława Vincenza ), ks. Sofron Witwicki ( proboszcz greckokatolicki w Żabiu-Ilci ).
W 1875 r. zarząd główny Towarzystwa postanowił wybudować schronisko w Czarnohorze. W tym celu zwrócono się do ks. Sofrona Witwickiego, aby zorientował się "co by i jak w zakresie statutu uczynić należało, mianowicie gdzie u stóp Czarnohory postawić schronisko dla turystów, jak uczynić przystępnymi kąpiele Burkutu, a wreszcie co jakiegoby przemysłu hucułów usposobić, lub też przemysł już istniejący podnieść".
W 1876 r. w Stanisławowie powstał pierwszy oddział terenowy TT, który został rozwiązany po szesnastu latach działalności. W grudniu 1877 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie TT w Krakowie zezwoliło jednogłośnie na zawiązanie Oddziału Czarnohorskiego Towatzystwa z siedzibą w Kołomyi.
Oddział Czarnohorski TT z siedzibą w Kołomyi działalnością objął powiaty : Kołomyja, Kosów, Śniatyń, Horodenka, Zaleszczyki, Borszczów, a od 1892 r. także Stanisławów, Nadwórna, Kałusz, Bohorodczany i Dolina.


Budowa pierwszych schronisk.


Jako pierwsze powstało w 1878 r. schronisko na połoninie Gadżynie w środkowej części Czarnohory. Właściciel gruntu Iwan Popiwczuk zgodził się za kwotę ryczałtową 100 złr. płatną z góry wybudować z własnego materiału dom : po jednej stronie dwa pokoje z podłogą i piecem blaszanym, po drugiej stronie pokój i komora. W pokojach miały być tapczany i stoły. przed domem poddasze dla 30 koni. Właściciel zobowiązał się do odstąpienia Oddziałowi Czarnohorskiemu dwóch pokoi z sienią i utrzymywania ich w porządnym stanie. Jako wynagrodzenie otrzymał 160 złr. za dziesięć lat. Plan z aktem notarialnym i objaśnieniami spisano przed notariuszem dr. Wurstem w Kosowie. Prowadzący schronisko nie wywiązał się z umowy: dla turystów przeznaczył tylko jedno pomieszczenie i wąski ganek, nocowano na ławkach wokół ścian, nie było siana i koców. Warto tu zauważyć, że w Tatrach pierwsze schronisko nad Morskim Okiem powstało w 1874 r.
W 1878 r. zarząd oddziału wynajął pokoje dla turystów w gospodzie w Żabiu i systematycznie uzupełniał ich wyposażenie. W 1882 r. zbudowano szopę na słupach krytą dranicami w Zawojeli nad Prutem, przy drodze z Worochty na Howerlę.
Również w 1882 r. powstało schronisko na połoninie Gropa pod Popem Iwanem, we wschodniej części Czarnohory. W dziesięć lat później dobudowano "izbę dla pań turystek". Schronisko było niezagospodarowane, znacznie oddalone od siedzib ludzkich, dozorca tylko dochodzący. W 1898 r. znajdowało się w "opłakanym stanie" : teren nieogrodzony, w pomieszczeniach nocowało bydło i palono ogniska, dach przeciekał, brakowało drzwi i okien. Miejscowi pasterze w obawie przed niedźwiedziem zapędzali bowiem trzody na noc do schroniska, a sami nocowali na strychu. Na remont przeznaczono wtedy 200 koron. W kilka lat później schronisko znowu wymagało remontu : usunięto grzyb niszczący południową ścianę.
W 1892 r. oddano do użytku " Dworek Czarnohorski" w Żabiu, uroczyście otwarty 28 lipca w obecności marszałka powiatu Stanisława Przybyłowskiego. W miejscowej cerkwi odprawili mszę księża rzymsko- i greckokatoliccy, którzy następnie uroczyście poświęcili dworek przy wystrzałach moździerzowych, w obecności licznie zgromadzonej miejscowej ludności. Następnie odbyło się przyjęcie ze śniadaniem i obiadem. Po południu młodzież miała tańce przy orkiestrze sprowadzonej z kosowskiej saliny. W kilka lat później dobudowano na podwórzu poddasza dla koni przewodników i zapewniono zapasy siana.
W tymże roku, po rozwiązaniu stanisławowskiego oddziału TT Oddział Czarnohorski przejął opiekę nad schroniskiem na Zaroślaku pod Howerlą. Schronisko istniało do 1908 r., kiedy to strawił je pożar. Do 1912 r. w tym miejscu była tylko prowizoryczna koliba. W 1912 r. staraniem Oddziału Czarnohorskiego oddano do użytku nowe schronisko z możliwością dojazdu wozem. Miało ono dwa pokoje po 7 łóżek ( osobny dla pań i panów ) oraz izbę z pryczami ( na wspólne noclegi dla większych wycieczek ), sień i stajnię dla koni. Starano się o
" europejskie" wyposażenie : 11 łóżek materacowych z białą pościelą, kilkanaście koców dla mniej zamożnych turystów do noclegów " na choinkach smrekowych".
Był bufet zimny i ciepły. Schronisko to ułatwiało dostęp do zachodniej części Cxzarnohory. Projekt budowy większego, murowanego schroniska pod Howerlą nie doczekał się realizacji z powodu trudności z wykupem gruntu.
W 1914 r. dla dworku w Worochcie i schroniska pod Howerlą zakupiono na kredyt 20 koców, 20 prześcieradeł i 50 ręczników, przerobiono materace.
W 1893 r. Zarząd nabył na własność dom i oficynę ze stajnią w Worochcie z przeznaczeniem na schronisko, tzw. " Dworek Czarnohorski". Był to dom o trzech większych pokojach i kilku mniejszych, z kuchnią i restauracją.


Edytowane przez ju*****ny dnia 17-05-2008 16:17
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 17-05-2008 17:34
Poniżej, kilka zdjęć obiektów turystycznych omawianych w poprzednim poscie, następnie kontynuowanie opisu ich historii, w okresie I wojny światowej, na podstawie tego samego artykułu, zamieszczonego w " Płaju" nr.25.

Zdjęcie schroniska na połoninie Gadżyna pod Szpyciami, pierwszego w Beskidach Wschodnich, powstałego w 1878 roku / W. Krygowski - " Dzieje Polskiego
Towarzystwa Tatrzańskiego".



Poniżej, zdjęcie pierwszego schroniska na Zaroślaku, pod Howerlą, oddanego do
użytku w 1881 roku. W latach 1908 lub 1909 schronisko uległo zniszczeniu, prawdopodobnie spaleniu. Również i to zdjęcie pochodzi z książki Władysława Krygowskiego.



Poniżej, zdjęcie kolejnego schroniska na Zaroślaku, oddanego do użytku w roku 1911 lub 1912, zniszczonego podczas I wojny światowej, prawdopodobnie w roku
1916. Zdjęcie pochodzi z Pamiętnika PTT rok 1993 / pobrane z Pam.TT z 1913 r./



Poniżej, Dworek Oddziału Czarnohorskiego TT w Worochcie, otwarty w 1893 roku.
Zdjęcie pochodzi z książki Władysława Krygowskiego.



Poniżej, Dworek Oddziału Czarnohorskiego TT w Żabiu, otwarty w 1892 roku.
Zdjęcie pochodzi z Pamiętnika PTT rok 1993 / pobrane z Pam. TT z 1913 r./



Okres I wojny światowej.


Obszar działalności Oddziału Czarnohorskiego był pod okupacją rosyjską od września 1914 do końca 1916 roku / z prawie roczną przerwą /.
Podczas działań wojennych w Dworku Czarnohorskim w Worochcie kwaterowała artyleria, do letniego pawilonu wstawiano konie, na podwórzu rozłożono ogniska i spalono wyposażenie : drzwi, stoły, krzesła, politurowane szafy, ogrodzenie.
Zniszczono zegar, termometr, aneroid. Z pościeli i obrusów szyto bieliznę dla żołnierzy. Straty komisyjnie oszacowano na 9760 koron.
Schronisko na Zaroślaku ocalało w czasie pierwszej fazy walk. Leśniczy Wincenty Oster ukrył wyposażenie ruchome w lesie. W marcu 1916 roku w sprawozdaniu zarządu pojawia się ostatnia wzmianka o tym schronisku. Zostało ono prawdopodobnie zniszczone podczas drugiej inwazji rosyjskiej, w okresie od 30 czerwca 1916 do końca tego roku.
W 1918 roku zarząd oddziału prowadził pertraktacje z zarządcą dóbr skarbowych w Worochcie w sprawie odbudowania schroniska lub odpowiedniej dla turystów koleby pod Howerlą. Nie doszło to jednak do skutku z powodu braku robotników. Pojawiła się natomiast propozycja przystosowania na noclegi jednego z baraków wystawionych pod Howerlą przez wojska rosyjskie, z czego oddział nie mógł skorzystać z powodu braku funduszy.
Dworek Czarnohorski w Żabiu podczas działań wojennych służył za magazyn dla austriackich oddziałów tyłowych, w dwóch pokojach kwaterowali żołnierze.


/ Przerywam wgrywanie z powodu silnej burzy nad okolicą, tyle na razie /

Edytowane przez ju*****ny dnia 17-05-2008 18:06
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 2 z 3 < 1 2 3 >
Skocz do Forum: