Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny
Strona główna · Noclegi · Artykuły · Wydarzenia · Fotogaleria · Do pobrania · Linki · ForumStyczeń 16 2019
Menu
Strona główna
Karpaty Wschodnie
Informacje praktyczne
Artykuły
Wydarzenia
Fotogaleria
Do pobrania
Linki
Forum
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
Karpaty Wschodnie Ja...
Album fotograficzny ...
Geologiczna podróż p...
Konserwacja szlaków ...
Mapa Czarnohora dla ...
Użański Park Narodow...
Szlaki turystyczne w...
Użański Park Narodowy
Huculska Izba Muzeal...
Czarnohora i Karpaty...
Akcja Świdowiec
III Karpacka Biesiad...
Ankieta
Czy popierasz inicjatywę znakowania szlaków w ukraińskich Karpatach?

Tak

Nie

Nie mam zdania

Losowe zdjęcie


Połonina Borżawa
Ratownictwo
Ratownictwo
Pogoda w Czarnohorze
Szlaki
Facebook
Informacja w związku z RODO
Z dniem 2018.05.25 na stronie KarpatyWschodnie.pl zostaje zawieszona możliwość nowych rejestracji, dane personalne do tego dnia uległy zamazaniu (loginy, adresy email, zaszyfrowane hasła, miesce zamieszkania). KarpatyWschodnie.pl pozostaję w trybie do odczytu bez możliwości nowych rejestracji oraz logowania do kont istniejących.

Do aktywnej komunikacji zapraszamy na aktywny profil na facebook:

facebook.com/KarpatyWschodnie
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny > Karpaty Wschodnie > Wyprawy
    
 Nazwa Użytkownika Zapamiętaj
 Hasło  
Zobacz Temat
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny | Karpaty Wschodnie | Wyprawy
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Autor Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 29-02-2008 15:20
Sprawę lokalizacji schroniska na Kostrzycy oraz stwierdzenie czy coś po nim zostało zdaje się wyjaśniać informacja zawarta w znanej pozycji "Powroty w Czarnohorę".
Autorzy stwierdzają że w rejonie wierzchołka 1274m znajdują się trudne do odszukania resztki przedwojennego schroniska. Punkt ten zaznaczony jest na mapach WIG w okolicy wierzchołka głównego Kostrzycy 1586m.

Julian
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 01-03-2008 19:28
Kilka uwag na temat schronisk /schroniska/ w paśmie Starostyna - Pikuj.
Na mapie WIG arkusz Pikuj rzeczywiście, zaznaczone jest tylko schronisko zlokalizowane pomiędzy Wielkim i Ostrym Wierchem i to schronisko jest faktem bo pozostały po nim spore ruiny.
W "Pamiętnikach PTT" - rocznik 1994, w wykazie schronisk podane są jednak dwa obiekty, zlokalizowane na tym terenie :
- pod Ruskim Putem - schronisko Przemyskiego Towarzystwa Narciarzy wybudowane w 1935 r.
- pod Pikujem - schronisko Przemyskiego Towarzystwa Narciarzy, powstałe w 1935 r.
Ta informacja zdaje się świadczyć że mamy do czynienia z dwoma obiektami i to
budowanymi praktycznie jednocześnie, przez tego samego inwestora.

Kolejną informację na interesujący nas temat można otrzymać z przewodnika Henryka Gąsiorowskiego "Bieszczady". przewodnik wydany był w 1935 roku, autor pisze :
- Przemyskie Towarzystwo Narciarzy......W ostatnim czasie przystąpiło do budowy stale zagospodarowanych schronisk narciarskich w Siankach i pod Żurowym Żołobem w rejonie Pikuja... -
I ta informacja zdaje się przemawiać za istnieniem tylko jednego schroniska
/Przełęcz Dziurawy Żłób podana jest na mapie WIG w okolicy realnie istniejących ruin/.
Dla ostatecznego zamknięcia sprawy, należało by spróbować skontaktować się
z redakcją "Pamiętników PTT" - autorką zestawienia 53 obiektów jest p. Barbara Bartyś.
Pozdrawiam
Julian
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 02-03-2008 14:45
W wymienionym w poprzednim poscie artykule p. Barbary Bartyś, zatytułowanym "Dawnymi szlakami do starych schronisk" , zamieszczonym w Pamiętnikach PTT rocznik 1994 znajduje się zestawienie 53 obiektów turystycznych, nie tylko obiektów PTT, przy czym do wielu z nich dopisane są mniej lub bardziej wyczerpujące informacje.
Zasadniczo jednak, artykuł poświęcony jest obiektom PTT.
Na ich temat, autorka pisze m.in :

"Spośród oddziałów wschodniokarpackich najpóźniej, bo w 1935 r., założony został Oddział PTT w Kosowie. Dzięki niemu otworzyła się dla turystyki prawie niedostępna dotąd kraina Połonin Czywczyńskich i Hryniawskich. Ten liczący 241 członków oddział osiągnął budzące podziw wyniki w budowie schronisk w dorzeczu obu Czeremoszów. W trakcie swej czteroletniej działalności uruchomił tu pięć schronisk i kilka stacji turystycznych.
Dorobek działających w Karpatach Wschodnich oddziałów PTT był imponujący. W momencie wybuchu II wojny światowej spośród wszystkich 54 schronisk prowadzonycj przez PTT na terenie Polski w owym czasie, 23 funkcjonowały w obrębie Karpat Wschodnich. Tu także znajdowało się 47 z 78 schronów turystycznych i 10 schronisk niezagospodarowanych / wszystkie jakie Towarzystwo posiadało/.
Z obiektów turystycznych wschodniokarpackich oddziałów do dnia dzisiejszego nie dotrwało prawie nic. Wiele z nich zdewastowanych zostało w czasie bitew, niektóre pochłonął ogień, inne zniszczył czas. Dziś gdy wędrujemy po bezdrożach tych odludnych gór, jedynie wrastające w ziemię i przyrodę, rozpadające się podmurówki, gdzieś na Ruszczynie, pod Smotrecem czy Maryszewską są świadectwem, że turystyka na tych terenach faktycznie niegdyś istniała i rozkwitała."
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 02-03-2008 16:37
W wykazie obiektów turystycznych sporządzonym przez p. Barbarę Bartyś pod nr. 48 znajduje się :

" - na Furatyku - W latach trzydziestych Oddział PTT w Kołomyi wykupił szałas pasterski z XIX wieku i próbował go dostosować do potrzeb nocujących tu coraz częściej turystów. Z uwagi na budowę kilku stałych schronisk w okolicy, zrezygnowano z jego dalszej przebudowy. Mimo to, obiekt wykorzystywany był przez turystów aż do wybuchu II wojny światowej."

Władysław Krygowski w swojej prozie wspomnieniowej, w opowiadaniu "Ostatnia noc na Furatyku", zamieszczonym w "Górach mojego życia" - I wydanie pochodzi z 1987 roku, pisze :

"Tym razem - a było to jesienią 1938 roku - nie węszyłem za czarodziejskim pokrzykiem ani nie poddawałem się urokowi obcych nazw. Piąłem się na jeden niepozorny wierch, właśnie na Furatyk, a właściwie do niewielkiej szopy na skraju lasu na zetknięciu nieba z połoniną, na przecięciu trwania z przemijaniem. Dziwna to była szopa. Kiedyś - a oznacza to już dobre sto lat - stała tu wesnarka, czyli szopa na bydło wyganiane z wiosną na pierwsze trawy połoninne. Gdzieś w dwudziestych piątych latach naszego wieku, kiedy wytyczano granicę państwową, wkopując kamienne słupki, nocowali w szopie robotnicy, a także członkowie komisji delimitacyjnej. Przez pewien okres miała w niej oparcie geologiczna wyprawa profesora Juliana Tokarskiego, a również korzystali z noclegu pod jej dachem kartografowie Wojskowego Instytutu Geograficznego, gdy dokonywano zdjęć topograficznych do nowych map, a nawet sam jego szef, pułkownik Tadeusz Zieleniewski, skądinąd świetny turysta i narciarz. W trzydziestych latach coraz częściej nocowali w niej turyści, podobnie jak w szopie tuż pod szczytem nieodległej od Furatyku Popadii. Byłyż to czasy, były. Na rozległych obszarach wokół źródeł Czeremoszów istniało dawniej tylko jedno schronisko w Burkucie, toteż każda możliwość nocowania blisko głównego grzbietu Karpat była bezcenna.
Już wówczas próbowano dostosować oba schrony dla potrzeb turystów. Z tego czasu pochodziły w schronie na Furatyku resztki żelaznego piecyka, zainstalowanego przez Oddział PTT w Kołomyi. Później zarzucono myśl wyposażenia obu schronów, gdyż powstał szeroki plan budowy nowego schroniska w Burkucie jako punktu wyjściowego do niewielkich, lecz wysoko położonych schronisk. Plan ten zrealizowało Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w ciągu zaledwie paru lat, tak że przed wybuchem drugiej wojny światowej stały już pod dachem
i służyły turystom schroniska w Popadyńcu, na Bałtagule, Prełucznym, Masnym Przysłupie, na Skupowej i w Burkucie. Była to zasługa ludzi z PTT w Kosowie, a przede wszystkim inż. Oskara Frisera. Po zagospodarowaniu Czarnohory, Gorganów i Centralnych Bieszczadów prawie niedostępna dotąd kraina Połonin Czywczyńskich i Hryniawskich otwarła się dla turystów.
Udało mi się jednak widzieć i zapamiętać te obszary górskie w czasie, gdy nie znały jeszcze schronisk i szlaków, kiedy dane mi było chodzić, błądzić i odnajdywać się w nie kończącej się przestrzeni wierchów, roztok i przełęczy pod gorącym niebem południa i wschodu, słuchać w hryniawskie wieczory wiekuistego szumu puszczy i potoków i zasypiać pod zimnymi gwiazdami czywczyńskich nocy. Zbierałem w niej pamięcią okruchy nieznanego, nie wiedząc, że kiedyś do nich sięgnę i spod chwastów - których nie szczędził memu pokoleniu los - dobędę jeszcze żywe zioła młodości, dające radość życia, lecz znalezione za późno, gdy już niestety samo życie dogasa.
Zbudowane za mej pamięci schroniska na Połoninach Czywczyńskich i Hryniawskich gubiły się w bezmiarze gór i niczym nie zakłócały ich dzikiego życia. Były tym, czym być powinny - ostoją w drodze dla zmęczonego i dachem nad głową, gdy nadchodziła noc. Śpiąc w nich, miało się jeszcze wrażenie, że człowiek nakrywa się niebem górskim, a taki nocleg przynosi inny sen niż w gwarnym schronisku. Gotując samemu posiłek na prostym piecu, wydawało się, że się gotyje na roznieconym przez siebie ognisku, a taki posiłek smakuje inaczej."

"Schron stał na skraju lasu i wkrótce byliśmy przy nim. Jeszcze dziś czuję zapach ogniska, które tu rozniecano, jeszcze dziś widzę kilka osmolonych kamieni i czarne zgorzelisko - pieczęć nieznajomego człowieka. To już nie był schron, lecz żałosne resztki schronu. Dach trzymał się wprawdzie jako tako, ale w ścianach szczeliny, w podłodze wyrwy i butwiel."

"Zapadała ciemność i niebo tylko tu i ówdzie - jakby między chmurami - świeciło gwiazdami. Zdawało mi się, że ich stopniowo ubywa, co wskazywało że wysoko ciągnie z zachodu noc i mgła. I ciągnęła naprawdę. Przy świeczce, której płomień wycinał na zrujnowanych ścianach szopy przedziwne cienie naszych postaci, układających się do snu, gdzie kto mógł, kończył się wieczór na Furatyku. "Będzie zimno w nocy" - pomyślałem, bo wypadło mi miejsce przy ścianie. Już teraz wiał od niej leciutki powiew. Taki to jest, że zasypiam ostatni, a budzę się pierwszy. Za sąsiada z prawej miałem brzeg lasu i uległem złudzeniu, jakbym leżał w części w schronie, a w części poza nim. Jeszcze ktoś mruknął, chrząknął, zakaszlał, potem słychać było tylko oddechy i sapiącą jednostajnie ciemność. Zazdrościłem tym którzy już zasnęli. Zaczęło mnie męczyć chaotyczne rozmyślanie. Było mi przy tym zimno, bo poza schronem obudził się lekki wiatr. Czasem wzmagał się i na kantach szpar w ścianie od czasu do czasu bzykał jak uparty komar. Mieszało się chłodne powietrze wyżyn z ciepłymi zastoinami dolin i ciągnęło smyczkiem po krawędziach
szczelin."
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
lu*****sz
Użytkownik

Postów: 348
Data rejestracji: 11.08.07
Dodane dnia 03-03-2008 09:06
No to jeszcze ja Wam dołoże"tajemnice drugiego schroniska na Pop Iwanie". Kiedyś wpadła mi w ręce pocztówka przedwojenna ze schroniskiem,pod niezbyt wyrażnym zdjęciem widniał napis:"Schronisko PTT pod Pop Iwanem"no zgupiałem zupełnie,bo schronisko było drewniane i bynajmniej sam budynek jak i teren nie przypominał schroniska AZSu.Gdyby nie PTT to sądziłbym,że to któreś z czeskich schronisk pod Pop Iwanem marmaroskim,ale nic nie wymyśliłem.Dopiero nie dawno zobaczyłem szkic/też na starej fotografii/schroniska Oddziału Czarnohorskiego PTT-na połoninie Gropie...no i się wyjaśniło.To zdjęcie z pocztówki z lat 30tych,a szkic schroniska na Gropie/zniszczonego w trakcie pierwszej wojny śwaitowej/to ten sam obiekt.
Dzieki Julianie za info o Gaudinie,może wyjaśnia to zachowanie jego osoby w pamięci Hucułów,choć nazwiska nie pamiętają,ale...to przecież ROTMISTRZ z pod Maryszewskiej!:-)


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 03-03-2008 11:51
Materiał do kolejnego postu pochodzi z książki Tomasza Kowalika " Wycieczki sierpniowe Mieczysława Orłowicza", pozycja wydana w 1989 roku w ramach Zeszytów Historycznych PTTK.
Grupowe wycieczki sierpniowe, prowadzone przez kilkadziesiąt lat przez Mieczysława Orłowicza, obejmowały coraz to inne grupy górskie na terenie Polski i Czechosłowacji, by w latach 1934 - 39 objąć teren Karpat Wschodnich.
W sierpniu 1936 roku miała miejsce kolejna, trzecia taka wycieczka, w licznej, bo obejmującej 20 osób grupie.
Pisze autor :

Z Sianek grupa wyruszyła w niedzielę 2 sierpnia granicznym szlakiem do schroniska pod Ruskim Putem, gdzie wypadł nocleg ( na kolację była m. in. sarnina! ). Następnie trasa wiodła przez Pikul ( 1405 m ), najwyższy szczyt zachodnich Bieszczadów, do Wołowca po stronie słowackiej . Kolejny dzień wędrówki zaczął się już o godzinie 2 w nocy, z powodu zamierzonego przejścia długiej trasy aż w rejon pasma Borszawy z najwyższym szczytem całych Bieszczadów - Stohem (1679 m), pod którym uczestników wycieczki dopadła silna burza. Powrót odbył się przez Hańkowce do Wołowca w całkowicie przemoczonej odzieży. Dało się też wszystkim we znaki zmęczenie marszem ( 32 km drogi oraz 1500 m wzniesień, czyli 47 km tzw. wysiłku ) oraz "zarwana" noc. Kolejnym etapem wędrówki był dojazd z Wołowca do Sławska - miejscowości uznawanej przez lwowskich narciarzy za ich nieoficjalną stolicę - gdzie grupa Orłowicza przenocowała w schronisku Karpackiego Towarzystwa Narciarzy. Stąd, w wyjątkowo pogodny dzień, udali się wszyscy na popularny wśród narciarzy karpackich Wysoki Wierch (1245 m), a potem wzdłuż pasma granicznego do Przełęczy Wyszkowskiej, gdzie nocleg wypadł w placówce straży granicznej. W tym miejscu kończą się Bieszczady a zaczynają Gorgany.
W sobotę 8 sierpnia grupa doszła do najpiękniejszego schroniska PTT położonego w dolinie Świcy, gdzie z powodu fatalnej, deszczowej i mglistej pogody trzeba było przerwać wędrówkę aż na 5 dni! Pozrywane przez wysokie wody mosty na potokach odcięły dowóz żywności i uniemożliwiły wędrówkę. W "Sprawozdaniu" z wycieczki Orłowicz opisuje te perypetie; jak wynika z opisu - znoszone były przez wszystkich z humorem.
9 sierpnia: "Ciężkie chmury wiszące nad górami i mgły zasłaniające szczyty przy wietrze północno-zachodnim nie wróżyły w tym dniu pogody, toteż kierownik wycieczki zarządził całodzienny odpoczynek w schronisku przy klauzie Świcy." Niestety, pogoda dawała się we znaki przez kolejne dni, np. 10 sierpnia: "całodzienny, nieprzerwany deszcz i mgła. Drugi dzień pobytu w schronisku [...] zjedzono przytem wszystkie zapasy jakie schronisko posiadało oraz będące do dyspozycji kury z sąsiedniej gajówki", 11 sierpnia: " Trzeci dzień 3-dniowej słoty. Deszcz nieustanny przez dzień i noc. Wobec wyczerpania wszelkich zapasów żywności zarżnięto w schronisku barana, co pozwoliło na zaprowiantowanie schroniska na dalsze 2 dni". Kolejne dni wyglądały podobnie, pogoda uniemożliwiała wyruszenie w góry. Oczekiwano na jej poprawę, skracano czas graniem w brydża, grami towarzyskimi, lekturą znalezionych w kątach starych gazet, śpiewano chórem, a wychodzono na zewnątrz po to, by posiedzieć przy ognisku i skorzystać ze świeżego powietrza. Odbyły się nawet mistrzostwa Świcy w grze w klipę; mistrzami okazali się Tadeusz Goldfrejów i inż. Górski, którzy pobili na głowę KS "Patałachja" w składzie: Orłowicz, Miller, Dohnalik.
Po pięciu dniach próbowano nadrobić stracony w oczekiwaniu na lepszą pogodę czas i wyruszono na szlak. Po południu grupa zmoczona ulewnym deszczem w rejonie Mołody ( 1723m ) po kilku godzinach zatrzymała się na nocleg w znalezionym po ciemku domku myśliwskim w rezerwacie limbowym na Jajku Perehińskim, gdzie spotkano botaników ukraińskich. Następnego dnia w ich towarzystwie grupa Orłowicza zwiedziła rezerwat, który podziwiano do popołudnia. Nocleg wypadł w schronisku PTT w dolinie Mołody, a dzień następny wypełniło przejście jednej z najbardziej atrakcyjnych, ale z powodu odległości - najtrudniejszych tras w Gorganach. Wiodła ona przez Grofę, Parenki i Popadię
( 1742m ), leżącą w centrum Gorganów, skąd roztaczał się wspaniały widok na liczne pasma górskie. Zejście nastąpiło doliną potoku Pietros, rozmoczoną przez deszcz drogą, następnie torowiskiem kolejki leśnej do schroniska na Jali, dokąd grupa dotarła w zupełnych ciemnościach po północy. Z powodu zmęczenia uczestnicy "padli" i zasnęli bez kolacji. Była to podczas tej wycieczki jedna z najbardziej forsownych "wyryp", gdyż w ciągu 19 godzin zrobiono 30 km i 1800 m wzniesień, czyli 48 km wysiłku, co nawet pod kierunkiem Orłowicza było przypadkiem niecodziennym. We wtorek 17 sierpnia, "między Wysoką ( 1805 m ) i Ihrowyszczem mgły zbliżyły się bezpośrednio do grzbietu od wschodu, podczas gdy od zachodu była góra wolna od mgły i oświetlona słońcem. Dzięki temu uczestnicy wycieczki podziwiać mogli rzadkie w górach zjawisko zwane widmem Brockenu, które dla tych osób które widziały je po raz pierwszy, było prawdziwą sensacją."
Po noclegu w schronisku na Borewce niedaleko już było do szczytu Sywuli ( 1836 m) - najwyższego szczytu Gorganów. W kolei przez Polanę Ruszczycę, gdzie akurat budowano schronisko oddziału lwowskiego PTT, grupa Orłowicza dotarła do Rafajłowej na nocleg w popularnej wówczas wśród turystów gospodzie Wundermana.
Kolejny dzień wypełniła wędrówka tzw. Drogą Legionów, zbudowaną w 1914 r.
przez II brygadę Legionów, na Przełęcz Legionów. Nocleg wypadł w gościnnym
schronisku Przemyskiego Towarzystwa Narciarzy na Pantyrze.
Czwartek, 20 sierpnia, upamiętniony został w kronice wycieczki bezskutecznym w gęstej mgle i ciemnościach poszukiwaniem schroniska pod Stohem w paśmie Świdowca. Odmówiły posłuszeństwa latarki, a z powodu przemoczenia ubrań postanowiono rozpalić ognisko, by uniknąć przeziębień. "O świcie - zanotował Orłowicz - zagotowano herbatę, a gdy się już zupełnie rozwidniło okazało się, że wycieczka nocowała w sąsiedztwie schroniska położonego wśród krzaków zaledwie w odległości 15 minut od ogniska, po przeciwnej stronie parowu. Ponieważ po ogromnie długim marszu, bowiem wędrówka trwała 20 godzin, a pokonano ledwie 30 km, po nieprzespanej nocy byli uczestnicy wycieczki skrajnie wyczerpani, postanowiono iść do schroniska na wypoczynek. Okazał się on tym bardziej wskazany, że po przyjściu do schroniska lunął ulewny deszcz."
Następnego dnia grupa Orłowicza wymęczona niepogodą, długimi trasami i niewygodami noclegów osiągnęła najwyższy szczyt pasma Świdowca - Bliźnicę
(1883m), gdzie wypadł przypadkowy nocleg w dziurawym szałasie, bez jedzenia, przy wątłym płomieniu ogniska. W sobotę, 22 sierpnia, po zejściu do Rachowa
przejechano pociągiem do Trebusza, skąd trasa wiodła w Karpaty Marmaroskie do schroniska pod Pop Iwanem Marmaroskim (1940 m).
Planowano na ostatni dzień wycieczki przejście z Pop Iwana do Rachowa przez Berlebaskę (1736 m). Tymczasem z powodu ulewnej pogody plan ten zupełnie się nie powiódł i dopiero w poniedziałek 24 sierpnia grupa Orłowicza zeszła przez Przełęcz Tatarską do Jabłonowa, skąd furmankami dojechała do Tatarowa.Tu w znanej restauracji Hirscha urządzony był wystawny obiad pożegnalny z pstrągami i befsztykami, zakrapiany winem zakupionym po stronie słowackiej.
powrót do domów nastąpił nocnym pociągiem. Niepogoda sprawiła, że planowany wypad na Hnitessę odłożono na następny rok. Wycieczka sierpniowa w 1936 roku przeszła do historii jako "najbardziej mokra, a może nawet bardziej mokra niż deszczowa woda" - zanotował Orłowicz w swoich wspomnieniach.

Wymarsz sprzed schroniska Przemyskiego Towarzystwa Narciarzy w Siankach - sierpień 1936. Fot. Jan Jaroszyński



Na chwilę przed wyjściem ze schroniska Karpackiego Towarzystwa Narciarzy w Sławsku. Pierwszy od lewej - dr M. Orłowicz - sierpień 1936.
Zdjęcie pochodzi ze zbiorów CKF w Łodzi.



Edytowane przez ju*****ny dnia 09-02-2009 19:37
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 03-03-2008 17:11
W poprzednim poscie zamieściłem opis sierpniowej wyprawy Mieczysława Orłowicza
odbytej w 1936 roku. Poniżej zamieszczę pochodzące z tego samego źródła uwagi wyciągnięte przez kierownika wyprawy, dotyczące stwierdzonego przez niego stanu schronisk wschoniokarpackich :

Interesujące uwagi Orłowicza sumujące warunki uprawiania turystyki górskiej w tamtym rejonie. "Okazało się - czytamy - że schroniska w Bieszczadach i Gorganach są na ogół bardzo ciasne, często jeszcze nie wykończone i bez żadnego wyjątku nie zaopatrzone dostatecznie na przyjęcie tak licznej wycieczki
[ przypominamy - 20 osób ]. Mimo to, że kierownik zapowiadał jej przybycie listownie, we wszystkich schroniskach przygotowano prowiant tylko na jedno jedzenie, o ile wycieczka musiała gdzieś zabawić dłużej skutkiem niepogody, brakło prowiantu. Dało się to odczuć szczególnie w schronisku przy klauzie Świcy gdzie wycieczka zabawiła przez 5 dni. Także schroniska pod Pikulem, w dolinie Mołody, na Jali a nawet gospoda Wundermana w Rafajłowej były zaopatrzone tak niedostatecznie, że uczestnicy wycieczki często kładli się spać głodni nie znajdując w schroniskach dostatecznej ilości prowiantu na kolację. Menu też było bardzo
monotonne, z silną przewagą jajecznicy, potraw mlecznych i mącznych."
Tak więc, zagospodarowanie turystyczne Karpat Wschodnich odbiegało mocno od pragnień i upodobań ukształtowanych w poważnym stopniu w Tatrach i na Słowaczyźnie. Ocena stanu rzeczy była surowa i ujawniała poważne braki, które Orłowicz obnażał już nie tylko jako turysta i kierownik grupy wędrujących turystów, ale jako odpowiedzialny pracownik administracji państwowej, któremu sprawy usprawnienia ruchu turystycznego wedle oficjalnych wytycznych spoczywały na sercu, a przecież był Orłowicz także jednym z prominentów towarzystw turystycznych, odpowiedzialnych za stan zagospodarowania turystycznego tych terenów.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 07-03-2008 10:43
W oparciu o dostępne dla mnie materiały, chciałbym zatrzymać się nieco dłużej na temacie turystycznego zagospodarowania Burkutu, a przy okazji i jego historii, bo jedno od drugiego trudno oddzielić. Na wstępie, informacje przepisane z Wikipedii :

Burkut - wieś na Ukrainie, miejsce powstania pierwszego uzdrowiska w I Rzeczypospolitej.
Jego historia sięga początków XVII w., kiedy to, już za czasów panowania Zygmunta III Wazy, zamożni mieszczanie z Kut przyjeżdżali do Burkutu na wypoczynek. Lata 30 XIX w. to złoty okres dla uzdrowiska. Przybywały tu tłumy kuracjuszy pragnących podreperować zdrowie burkucką wodą mineralną. Wodę również butelkowano i rozprowadzano po kraju. Myślano nawet o uruchomieniu eksportu do Odessy, na Krym, a nawet na Bliski Wschód. W Burkucie działały kąpieliska, sanatoria, pensjonaty i gospody. Życie przyjezdnych opisywał Wincenty Pol. W 1848 r. Austriacy zdewastowali wieś i spalili kąpielisko w obawie że będą się tu ukrywać węgierscy powstańcy. Uzdrowisko nigdy do końca nie odzyskało swej dawnej świetności, choć na przełomie wieków przyjeżdżali tu znani ludzie, wśród nich Łesia Ukrainka, słynna ukraińska poetka. W czasach międzywojennych nie było już nic prócz dwóch leśniczówek i małego schroniska. Starano się co prawda przyciągnąć turystów, budując nowe, duże schronisko, które oddano tuż przed wybuchem wojny. Nie został po nim żaden ślad. Po II wojnie światowej w Burkucie działał duży lieskombinat. Dziś jest kilkanaście gospodarstw, kilka murowanych, opuszczonych budynków i duża zadbana siedziba leśnictwa. Znajduje się tu też naturalnie źródło mineralne o bardzo intensywnym smaku. Woda wypływa z przerdzewiałej rury w niezbyt przyjemnym otoczeniu. Z cmentarza wojskowego z czasów I wojny światowej pozostał zaledwie jeden kamień.

Przedstawiony powyżej obraz uzdrowiska za czasów swej świetności, nieco inaczej maluje Władysław Krygowski w swej nieocenionej prozie wspomnieniowej, ale o tym za chwilę. Aktualny stan Burkutu wygląda mniej więcej tak jak w powyższym opisie, może należało by zmienić proporcje w przeznaczeniu budynków na kilka gospodarstw i kilkanaście murowanych, opuszczonych, mniej lub bardziej zniszczonych budynków. W Burkucie znajduje się jeszcze jeden wyróżniający się stanem i wielkością budynek, na wysokości budynku nadleśnictwa, na przeciwnym brzegu Czeremoszu, nad ujściem potoku Prełuczny. We wrześniu 2006 roku budynek stał pusty, był w trakcie budowy lub raczej przebudowy, kto jest jego właścicielem, jakie ma być jego przeznaczenie, nie wiem.

Oddajmy teraz głos Władysławowi Krygowskiemu, w książce "W litworowych i piarżystych kolebach" tak pisze o najstarszych dziejach Burkutu:

Pierwsi w ogóle pili burkucką wodę pasterze, ale pierwszymi, pijącymi ją świadomie w celach leczniczych byli mieszczanie z Kut, głównie kupcy ormiańscy. Przybywali oni do Burkutu już z początkiem siedemnastego wieku i budowali sobie na lato szałasy, zwożąc na huculskich konikach najbardziej potrzebne sprzęty i zapasy. Droga była długa i uciążliwa i wcale nie wiodła cały czas - jak by można przypuszczać - wzdłuż doliny Czarnego Czeremosza. Doliną tą jechano do Uścieryk, a stąd nad Białym Czeremoszem do Hryniawy i dalej poprzez przełęcz Watonarkę w dolinę Czarnego Czeremosza.
Śladem pasterzy i ormiańskich kupców jechały w osiemnastym i dziewiętnastym wieku ludne karawany szlacheckich rodzin z Pokucia i Bukowiny, by leczyć się żętycą i pić wodę burkucką. Burkut przyciągał więc z dawien dawna co roku spore rzesze ludzi. Tak właśnie w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku zjechał tu Józef Korzeniowski, autor "karpackich górali", a później Wincenty Pol w czasie jednej ze swych licznych wycieczek w te strony.
Zazwyczaj - pisze on - umawia się kilka rodzin z Pokucia, Podola lub Bukowiny [...], a wówczas biorą ze sobą lekarza, zakładają wspólną kuchnię i urządzają sobie letnie szałasze, w sposobie salonów, do zabawy wspólnej. O muzykę zawsze nietrudno, a nawet, o najwyborniejszą, bo cyganie wietrzą takich gości i przysyłają do Burkutu swoje najlepsze kapele.
W 1848 roku sześć szlacheckich rodzin wydzierżawiło od skarbu państwa, za rocznym czynszem 6 guldenów austriackich , otoczenie źródła i wybudowało sześć domków. Wkrótce jednak zniszczono pięć z nich z obawy że staną się schronieniem dla powstańców węgierskich. Ślady po domkach istniały jeszcze w 1880 roku, gdyż wspomina o nich Leopold Wajgiel zwiedzający te strony.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 07-03-2008 11:51
Tak więc, w poprzednim poscie, dociągnęliśmy naszą skrótową historię Burkutu do roku 1880. W tym roku, przez Burkut przewija się Hogo Zapałowicz. W okresie pomiędzy 15 lipca a 13 września przebywa on w Czarnohorze, odbywając w tym czasie dwutygodniową wycieczkę w Karpaty Rodniańskie. zahaczając po drodze o Burkut.
W swojej książce "Z Czarnohory do Alp Rodneńskich" posze :

Burkut zawdzięcza swą większą znajomość silnym źródłom żelazisto-szczawiowym.
Biją one ze stoku góry pod lasem, a dno i brzegi źródeł i potoczków pokryte są osadem koloru rdzawo-żelazistego. [...] Główne źródło przykryto drewnianym pawilonem, o kształtach bardzo prymitywnych. Poniżej stoi dość obszerna leśniczówka, której jedną połowę zajmuje leśniczy z rodziną, zaś druga połowa przeznaczona jest dla gości. Leśniczy ma sobie zarazem powierzony dozór nad zakładem, który jednak dotąd odwiedzały przeważnie dzieci Izraela. W ogóle stoi zakład ten z powodu zwykłego zaniedbania przez kamerę, na bardzo niskim stopniu utrzymania, a połączony ze światem złemi drogami, zaopatrujący się we wszystkie potrzeby życia tylko z wielkimi trudnościami, nie może obecnie liczyć na lepsze towarzystwo gości. Teraz buduje się tu nowa leśniczówka, podczas gdy dawniejsza ma być wyłącznie urządzona dla gości. Główny dochód zakładu polega na wywożeniu wody we flaszkach. Oprócz leśniczego nikt tu stale nie mieszka.
Leśniczy przyjął nas bardzo gościnnie. Wyznaczył nam pokój wolny, do którego niebawem pownoszono składane w koziołki drewniane łóżka i zaprosił na wspólną wieczerzę, przepraszając zaraz na wstępie, że nam mięsnemi potrawami nie może służyć, gdyż tu o nie bardzo trudno, potrzeba aż do Żabiego posełać. Przy wieczerzy zapijaliśmy gęsto wodą burkucką, mającą smak bardzo miły i orzeźwiający.
Po dłuższej pogadance, której przedmiotem były także Alpy Rodniańskie, udaliśmy się na spoczynek, aby się wyspać i za przeszłą noc także. Zaledwie jednak poczęły nam się oczy kleić, kidyśmy uczuli , że nas niestety prześladują zawzięcie jakieś pasożyty. Były to owe brudno-czerwone, do żółwi kształtem i ruchami podobne zwierzątka. Daremnie zaświecaliśmy, przebieraliśmy się w świeżą bieliznę, zmieniali miejsca; owad pasożytny wyłaził ze wszystkich szpar i szeregi jego stawały zawsze bitne. Tak na wpół czuwając, na wpół drzemiąc, doczekaliśmy się nareszcie poranku.
Z rana, aby się wzmocnić, poszedłem z towarzyszem wykąpać się w wodzie burkuckiej; tymczasem trzepano i przeglądano skrzętnie nasze rzeczy, aby się które z tych zwierzątek nie wkradło.
Miejsce kąpieli składa się z małej, drewnianej budki, w której się mieszczą dwie wanny drewniane. Posługacz, który z polecenia leśniczego pierwej wanny wyparzył, zajęty był właśnie napełnianiem wanien wodą burkucką, w które potem kładł rozpalone kamienie, aż się temperatura wody znacznie podwyższyła.
Po kąpieli pożegnaliśmy się z gościnnym gospodarzem, który nas przepraszał za zły nocleg, słusznie jednak przypisując winę gościom, którzy tu zwykle przybywają, a których on desinfekcyonować nie może.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 07-03-2008 16:45
W wymienianym już artykule "Dawnymi szlakami do starych schronisk" p. Barbara Bartyś pisze :

- w Burkucie - początkowo do lat trzydziestych, stacja turystyczna zorganizowana przez Oddział Stanisławowski PTT, którą w 1935 r. Oddział Kosowski przekształcił w schronisko. Dwa lata później oddział rozpoczął budowę nowoczesnego schroniska obliczonego na 80 miejsc noclegowych. oddane w stanie surowym w 1939 r., nie rozpoczęło jednak działalności przed wybuchem II wojny światowej i uległo w czasie jej trwania całkowitemu zniszczeniu.

Tak więc mówiąc o historii schroniska w Burkucie, możemy mówić tylko o jednym, starym schronisku bo nowe żadnej historii właściwie nie miało.
W internecie, w zasobach Cyfrowej Biblioteki Narodowej /CBN Polona/, pod hasłem Burkut zamieszczona jest pocztówka, podobno pochodząca z około 1920 r.
opisana jako schronisko PTT Burkut.
Wróćmy do książki Władysława Krygowskiego "W litworowych i piarżystych Kolebach", jak on przedstawia historię starego schroniska i równolegle, dalszy ciąg historii Burkutu.

Przez pewien czas stał tu domek myśliwski a być może był to rozbudowany szósty domek [ autor mówi o domku wybudowanym w 1848 r., nie zniszczonym przez wojska austriackie] - a w 1889 roku wzniesiono pawilon zdrojowy o ośmiu pokojach i jadalnię. Austriacki skarb przejął źródło burkuckie i prowadził na własny rachunek zakład kąpielowy.Kolejno ujęto źródło, wzniesiono nad nim altanę, sprowadzono kotły do ogrzewania wody, zbudowano stajnię, lodownię i kręgielnię, rozpoczęto wywóz flaszek z wodą burkucką Pomyśleć - co za rozmach! Parę tysięcy butelek rocznie, trzydzieści osób w czasie wakacji, a więc musi być kręgielnia. Przed pierwszą wojną światową podejmowano różne próby rozbudowy uzdrowiska, lecz brak dobrej komunikacji przekreślił wszystkie plany. Z pierwszej wojny wyszedł cało tylko ów pawilon zdrojowy z 1889 roku, przeżerany starością i grzybem i niszczony przez ówczesną straż graniczną. Budynkiem zajął się około trzydziestych lat Oddział Stanisławowski PTT.
Po raz pierwszy zobaczyłem ten dość dziwny budynek w 1931 roku. Ziała z niego wilgoć i pustka. Gospodarzył w nim kto chciał - żona leśniczego, przygodni turysci, pająki pod sufitem, drwale i pastuchy. Brakowało tylko gacków. Teraz, gdyśmy tego czerwcowego popołudnia dotarli na miejsce, było o wiele lepiej, ale pachniało starzyzną.

Edytowane przez ju*****ny dnia 22-02-2009 11:14
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakami starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 07-03-2008 17:35
Zamykając opis Burkutu i starego schroniska, sięgnijmy do jeszcze jednego, dostępnego źródła, do Przewodnika po Beskidach Wschodnich tom II Pasmo Czarnohorskie wyd. 1935 r., Henryka Gąsiorowskiego.
Autor pisze :

[...] Austrjacka kamera przedsięwzięła również z początkiem b.st. próby postawienia zdrojowiska na odpowiadającej wartości wody wyżynie i ogłosiła licytację na wydzierżawienie go, z nałożeniem na dzierżawcę obowiązku pobudowania w niem zakładu zdrojowego w stylu Krynicy, lecz nikt nie pokusił się sprostać tym warunkom, z powodu złej komunikacji. Nie lepiej przedstawia się sprawa obecnie, gdyż stan komunikacji od tego czasu nie tylko się nie polepszył, lecz przeciwnie, znacznie pogorszył.[...]
Najważniejszą zaletą, prócz samej wody, jest niezwykłe przesycenie powietrza żywicą, w stopniu o wiele znaczniejszym , niż np. w Worochcie. Burkut bowiem,to maleńka oaza wśród niezmierzonych lasów, czysto świerkowych, pokrywających dolinę Czeremoszu od dna po same połoniny.Sam zdrój "cudownej"wody znajduje się w górnym końcu polany, ujęty był przed wojną piękną altaną, eksploatuje go obecnie każdy, kto zdołał się tam dotrzeć,można go też dostać w butelkachpo oberżach i stołowniachw dolinie Czanego Czeremoszu, już od Uścieryk począwszy.
[...] Obecnie, z późniejszego zdrojowiska pozostał tylko jeden pawilon, który po zniesieniu tamtejszej placówki Straży Granicznej, od 1928 roku stoi pustką. W nim też mogą turyści znależć schron ewt.i nocleg; klucz za zobowiązaniem się utrzymania w pawilonie należytego porządku i niezaśmiecania go,dostać można w miejscowem leśnictwie państw.

Podejrzewam, że po przeczytaniu tych wspomnień, dotyczących schronu pod Furatykiem oraz schroniska w Burkucie, niejeden z czytelników postów będzie rozczarowany, no cóż, czasy były inne, ruch turystyczny inny, inni ludzie.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 22-03-2008 20:10
Poniżej, zdjęcie o którym już wspominałem, pobrane z internetu, z zasobów Cyfrowej Biblioteki narodowej, opisane jako pocztówka ze schroniskiem w Burkucie, pochodząca z około 1920 roku.
Z zamieszczonych w poprzednich postach materiałów zdaje się wynikać że wybudowany w 1889 roku jako pawilon zdrojowy, poniższy budynek do 1928 roku
zajmowany był przez Straż Graniczną, później opuszczony pełnił funkcję stacji turystycznej, by od 1935 roku, przejąć funkcję schroniska Oddziału Kosowskiego PTT.
Czy znana jest lokalizacja tego budynku, czy znajdował się on na miejscu dzisiejszego budynku nadleśnictwa, w którym miejscu w latach 1937-39 wybudowano nowe schronisko?




Zdjęcie altanki nad źródłem w Burkucie, pobrane z książki "Powroty w Czarnohorę"
M. Olszańskiego i L. Rymarowicza.
Altanka powstała w tym samym okresie co budynek starego schroniska PTT., a więc około 1889 roku.




Na koniec, zdjęcie schronu na Furatyku, pochodzące z książki Władysława Krygowskiego "Góry mojego życia", opisane jako koliba pod Furatykiem.

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 24-03-2008 20:12
Schroniska na Połoninach Hryniawskich.


W drugiej połowie lat trzydziestych Oddział Kosowski PTT wybudował na tych terenach trzy małe schroniska turystyczne uzupełniające dotychczasową bazę turystyczną, sprowadzającą się do schroniska w Burkucie.
Były to:
- schronisko na Skupowej czynne od roku 1935
- schronisko na Masnym Przysłupie czynne od roku 1935
- schromisko na Prełucznym, nad Perkałabem czynne od 1937 roku.
Było to najdalej na południowy-wschód wysunięte schronisko PTT.
Tyle informacji zawiera zestawienie schronisk wykonane przez p. Barbarę Bartyś
w Pamiętniku PTT z 1994 roku.

Nieco materiału na temat schroniska na Prełucznym można pozyskać z opowiadania
Władysława Krygowskiego "Czarna Nastka z Prełucznego" zamieszczonego w Wierchach rocznik 1987, autor pisze :

Od czasu gdy nie mogę już chodzić po Karpatach Wschodnich, a więc od pięćdziesięciu z górą lat, zadręczają mnie wspomnienia niezliczonych wycieczek po tamtych stronach. Niektóre odcinki wędrówek powtarzają się i nieraz nie mogę ustalić do której wycieczki należą.
...Byliśmy tam w 1937 roku. Tam to znaczy w co dopiero uruchomionym schronisku na połoninie Szyja. Tam to znaczy daleko, dalej niż daleko. Tam to znaczy tam, gdzie obszary źródłowe Czeremoszów zmieniają się w inne góry i nie przypominają sąsiednich połonin Hryniawskich i Czywczyńskich.
...Tam to znaczy w tej krainie, gdzie czas, ów niestrudzony przechodzień, stanął i zatrzymał się na jedno, a może dwa stulecia. Bardzo daleko, to znaczy także dawno, dawno, kiedy to węgierscy tołhaje i sabaty pożarami i czekanami najeżdżali górskie pustkowia, znacząc granice między zbrodnią i bezeceństwem.
Opryszki karpackie nie znały granic między państwami. Państwa także nie znały tam dobrze swoich granic. Zbójnicy węszyli tylko za tym co zagrabić i kogo zarzezać, by go obrabować. Wzajemne napady z południa i północy, jak jastrzębie spadały na zamożne dwory i co zasobniejsze osiedla. Wędrowali także czarnowłosi pasterze wzdłuż łańcuchów karpackich, spokojni i łagodni. Mieszali się ludzie i ich mowa, mieszała się wołoska krew pasterzy z osadnictwem polskim i ruskim, mieszały się sprzeczne ze sobą charaktery i zwyczaje i wytwarzały grupę etniczną dziką, zapalczywą, łagodną i potulną, tworząc coś nowego, nigdzie indziej nie spotykanego. tak to z pomieszania różnej krwi i temperamentu powstali Huculi, zwani niegdyś hoculami, a wywodzący się gdzieś z XIV wieku. Dziwni to byli ludzie, ani Rusini, ani Polacy, ani Wołosi, ani Węgrzy. Z wszystkich coś wzięli w ciągu wieków. Stopili się w szczególny i odrębny górski typ, różny od innych mieszkańców gór, od górali tatrzańskich, Łemków, Bojków i innych. Objęli w posiadanie górskie ziemie w dorzeczu Białego i Czarnego Czeremoszu, stanowiąc zamkniętą w sobie ojczyznę, wywodzącą się od dawnych rozbójników, pasterzy i osadników.
...Długa miała być moja droga na Prełuczny. Miała trwać cały rok. Nadeszła bowiem słota, długa i beznadziejna, tak że postanowiłem wracać do Żabiego, a stamtąd do Worochty.
Dopiero rok później, w lecie, wierchami Czarnohory dotarliśmy z żoną przez Starą Staję do nowo otwartego schroniska w Baltagulu, a stąd na połoniny na Prełucznym.
...Ale tym, co przyciągało mnie najbardziej, było schronisko, dopiero co zbudowane, jedno z wielu, które wzniosło Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w ciągu ostatnich paru lat w zakątku Karpat najbardziej wysuniętym na południowy wschód, w dorzeczu Czeremoszów. Do dziś je pamiętam, choć to obraz sprzed pół wieku. Leśny domek, mała werandka, parę stopni schodków, dwie izby. Okna wpatrzone na południe, w leśną zieloną przepaść, w pobliżu połonina, to właśnie połonina Szyja.
Lato, upalne lato, ciężkie od woni lasu i ziół powietrze. Jakby chwila przed burzą. Bo też i było przed burzą. Zupełna pustka, mimo że z ganku patrzą na nas oczy kilkorga dzieci. Patrzą na nas, jakby z niepokojem, smutnymi, lękliwymi oczami.
Gdy ciężkie góralskie buty stukają po schodkach, w drzwiach pokazuje się kobieta. Twardy, przenikliwy wzrok. Ciemna, spalona twarz i czarne włosy. Lewa ręka przy piersi na bluzce, prawa oparta jakby na kiju, ale to nie kij - to strzelba.
-Sława Bohu - mówię i dodaję - myśmy turyści z Krakowa. Nie bójcie się. - Twarz kobiety jakby łagodnieje. Widzi nasze ciężkie plecaki i to ją uspokaja. Coś mówi niewyraźnie, ale odstępuje od drzwi, cofa się, by ustąpić nam miejsca. - Myśmy z Towarzystwa Tatrzańskiego. Chcemy tu zanocować. Chcemy zobaczyć nowe schronisko.-
Gdy rozładowaliśmy plecaki i zabrali się do jedzenia, nagle w głowie coś mi zaświtało, kiedy do izby weszła znowu kobieta. Chustka zesunęła się jej na szyję, odsłaniając czarne, krucze włosy.
- Wyście Nastka z Topilcza?-
Przestraszyła się ale i ucieszyła. Była rzeczywiście wnuczką siwego Hucuła, którego rok temu spotkałem.
Niby zwykła historia, los lub przypadek, ale dziś po przeszło pięćdziesięciu latach urasta do czegoś niezwykłego
Czasu nie da się odwrócić. - Pół wieku. Prełucznego już nie ma. Nie ma schroniska. Nie ma Nastki. Może umarła, może zamordowana. Może przystała do partyzantki. Może partyzanci ją zabili, a może jeszcze żyje. Gdyby jeszcze żyła, miałaby dziś chyba dobrych osiemdziesiąt lat.
Gdzie jej dzieci, te które mam na fotografii? Dziwnie smutne i tajemniczo zalęknione.
Gdzie są te niegdysiejsze czasy, gdy Nastka powitała nas na progu schroniska ze strzelbą u nogi.
Po pięćdziesięciu latach zabawiłem się raz jeszcze w archeologa. Smutna to praca grzebanie w przeszłości, ale i podniecająca. Rozgrzebuje się bowiem proch nieodwracalnego czasu i niewygaszonych wspomnień. Z warstw czasu wykopałem żywy wizerunek czarnowłosej Hucułki, którą spotkaliśmy w ostatnim, zbudowanym schronisku PTT na Prełucznym, prawie nad źródliskami Czeremoszów. Było ono podwójnie ostatnim schroniskiem, budowanym tuż przed drugą wojną, a równocześnie ostatnim na południowym wschodzie Karpat. Było też ostatnim, które widziałem przed wybuchem tej wojny. Takim je zapamiętałem. Bóg wie też, czy nie byliśmy ostatnimi polskimi turystami przed wybuchem wojny. Może i kto tam wędrował z Polaków, może ze Stanisławowa, Lwowa lub Kołomyji, ale trudno to sprawdzić, bo i kogóż o to dziś zapytać. Dopytywałem się o Wicka Makowieckiego z Worochty, Wacia Majewskiego ze Lwowa, Czuczewicza ze schroniska na Zaroślaku i paru innych, którzy z tamtymi stronami byli związani, ale nikt nie umiał mi powiedzieć, jakie były końcowe losy tego najdalszego karpackiego schroniska, jednego z kilku otaczających wieńcem Burkut i jego nowe schronisko. Zostały mi tylko w pamięci kształty schronisk w Popadyńcu, na Bałtagulu, na Masnym Przysłupie i owego na Prełucznym.
Rozgarniam warstwa po warstwie prastarą ziemię karpacką, szukam ułomków, z których z każdym dniem trudniej zlepić całość polskich losów i dziejów Rzeczypospolitej dwojga narodów w tym zagubionym zakątku Karpat i Pokucia.
Czy to nie dziwne, że właśnie w tych stronach przed przeszło stu laty, w czarnohorskich kotłach Gadżyny, Towarzystwo Tatrzańskie w prostej, pasterskiej staji uruchomiło pierwsze we Wschodnich Beskidach schronisko, a pół wieku temu - swoje ostatnie przed drugą wojną - na Prełucznem.
Wszystko jest dziwne i zarazem zwyczajne, logiczne i niepojęte i taka właśnie kapryśna jest historia naszych górskich kresów. Pierwsze ślady w nich wydeptywali
kidyś Polacy : Pol, Korzeniowski, Wiśniewski, Gregorowicz, Eminowicz, Łomnicki, Witwicki, Wajgel, Zapałowicz, Małaczyński i dziesiątki innych. Ich tropem szło później inne pokolenie - Orłowicza, Kordysa, Klemensiewicza i jeszcze innych - docierając dalej i głebiej, niosąc polską myśl i słowo. Nieraz mówiło się o niektórych Rusinach: Gente Ruthenus natione Polonus. Ale wyrastała także wśród tego ludu mocna i nowa siła, Ukraina, świadoma swych praw i dumy. Bo prawa historii są nieubłagane. Okrutne dla jednych, łaskawe dla drugich - na zmianę. Na wszystko co się dzieje w historii, trzeba patrzeć z dwóch stron. Co raz jest słuszne dla jednych, kiedy indziej jest sprawiedliwe dla drugich, bo historia - jak światowid - ma różne oblicza.
Rozgarniajmy więc dalej zapomnianą i niezapomnianą ziemię. Jest coś więcej w niej niż wspomnienie. Jest to wszystko, co przez setki lat dla tej ziemi uczynili Polacy, dzięki czemu jest ona trwałym rozdziałem naszej historii i naszego losu.
Dla mnie jest jeszcze coś innego w tym wspomnieniu. Twarz Nastki stojącej w drzwiach schroniska. Twarz ogorzała od słońca, z czarnymi jak kruk włosami, wymykajacymi się spod chustki. Twarz czujna i nie znająca lęku, jak u ludzi wychowanych w lesie i na połoninie. Gdybym widział tylko jej oczy ogromne i smutne, twarz jej na pewno przypomniałaby mi ikonę smoleńską z Matką Bożą w tamtejszej cerkwi. Prawa ręka na myśliwskiej strzelbie, lewa przy piersi.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 25-03-2008 20:25
Schroniska na Połoninach Hryniawskich c.d.


W którym miejscu znajdowało się schronisko na Prełucznym ?
Było podobno najdalej na południowy wschód wysuniętym polskim schroniskiem, prawdopodobnie znajdowało się na Prełucznym / połoninie Prełuczny /, w bocznym grzbiecie odchodzącym od głównego ciągu połonin i opadającym w dolinę Białego Czeremoszu w okolicy miejsca gdzie schodzą się potoki Perkałab i Sarata dając początek Białemu Czeremoszowi.
Tak zlokalizowane schronisko było ważnym punktem na szlaku prowadzącym z doliny Białego Czeremoszu ku głównemu ciągowi połonin.
Z tą logiczną interpretacją lokalizacji kłóci się informacja zawarta w opowiadaniu Władysława Krygowskiego którego fragmenty zamieszczone były w poprzednim poscie. Autor wspomina o schronisku na połoninie Szyja - szkopuł w tym, że połonina ta znajduje się na północ od połoniny Prełuczny, w odległości około 4 km.
W takim wypadku, omawiane schronisko znajdowało by się na tej samej szerokości co kolejne schronisko, zaliczane do schronisk w Górach Czywczyńskich - schronisko Bałtagul pod Rotundułem.



Czy Władysław Krygowski łącząc schronisko na Prełucznym z połoniną Szyja popełnił błąd, za bardzo zawierzając swojej pamięci, nie spojrzał na mapę, czy to jest możliwe ? Nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie, faktem jest że mamy
problem.
Jeszcze większą niespodziankę zgotował nam Janusz Gudowski, który w swoim przewodniku Ukraińskie Beskidy Wschodnie tom 2 cz.1 str 110 dołączył schronisko na Prełucznym do schronisk zlokalizowanych w Górach Czywczyńskich.
Jest to oczywisty błąd, wynikający z faktu, że połonina o tej samej nazwie występuje też w Górach Czywczyńskich, w okolicy Ledeskula.



Zdjęcie powyżej przedstawia przypuszczalne miejsce lokalizacji schroniska, ramię Prełucznego z połoniną Prełuczny - wykonane z połoniny Wesnarka, w drodze na Palenicę i Hnitessę - sierpień 2007.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
Ba*****aZ
Użytkownik

Avatar Użytkownika

Postów: 188
Data rejestracji: 22.10.07
Dodane dnia 26-03-2008 07:46
julianzmosiny napisał/a:
Zdjęcie powyżej przedstawia przypuszczalne miejsce lokalizacji schroniska, ramię Prełucznego z połoniną Prełuczny - wykonane z połoniny Wesnarka, w drodze na Palenicę i Hnitessę - sierpień 2007.


Czy tam na ostatnim planie to Skupowa ?

B.


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 26-03-2008 16:39
Przyznaj się, że z tą Skupową mnie podpuściłaś, doskonale wiesz że Skupowa pozostała daleko, na północy, a my z Wesnarki spoglądamy, ogólnie mówiąc, w kierunku północno-wschodnim.
Pozostaje jednak Twoje pytanie, co to za wzniesienie i prawdę mówiąc, nie mam na nie odpowiedzi.
Decydując się na zamieszczenie tego zdjęcia przyjęłem że w przednim planie mamy obniżenia dwóch potoków - Wesnarki i Prełucznego, dalej pasmo Prełucznego obniżające się ku Perkałabowi, to z tyłu, od lewej to ew. ramię związane z Hostowem, wzniesienie z tyłu o które pytasz, to może Losowa 1429m.
Twoje pytanie wzbudziło jednak moją czujność i po dokładniejszej analizie kilku zdjęć, a także porównaniu wysokości kilku miejsc omawianego zdjęcia, doszedłem do wniosku że usiłowałem Wam wcisnąć kit. To co miało być połoniną Prełuczny jest
fragmentem Czarnego Działu rozdzielającego doliny potoków Perkałab i Sarata.
Dla uwiarygodnienia mojej nowej tezy zamieszczam zdjęcie wykonane kwadrans wcześniej, widać na nim kopuły poradzieckiej stacji radarowej na Tomnatyku, długi fragment Czarnego Działu, wzniesienie z prawej. Oczywiście, zdjęcie to wykonane jest z nieco innego miejsca Wesnarki, z niższej wysokości, przy innej ogniskowej.
Fragment zaprodukowany jako połonina Prełuczny, znajduje się z tyłu, za krzaczkiem.



W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego, jak załączenie dwóch kolejnych zdjęć, wykonanych w tym samym miejscu co zdjęcie powyżej, tym razem jest to już na pewno pasmo Prełucznego widziane w chwilę po wejściu na grzbiet Wesnarki.



W drugim planie, grzbiet Prełucznego

[imghttp://images6.fotosik.pl/156/fa67d47d6d729a47.jpg][/img]

Na ostatnim zdjęciu widzimy końcowy fragment grzbietu Prełucznego, opadający ku Perkałabowi, z prawej początek grzbietu Czarnego Działu, w tle Jarowica.
A może tu szukać miejsca po schronisku ?
Pisał przecież Władysław Krygowski -
Leśny domek, mała werandka, parę stopni schodków, dwie izby. Okna wpatrzone na południe, w leśną, zieloną przepaść...
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakami starych schronisk
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 26-03-2008 16:52
Coś nie zapisało się zdjęcie, a ponieważ zamieściłem do niego opis, ponowię próbę:

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
pr***** p
Użytkownik

Avatar Użytkownika

Postów: 146
Data rejestracji: 25.10.07
Dodane dnia 26-03-2008 23:37
Wklejam kilka fotek z okolic Prełucznego (sorry, że na zdjęciach są ludzie smiley )


widok z Poł. Hlystowaty na Prełuczny z Poł. Prełuki i Szyją w dole.


Na Poł. Chitanka na Prełucznym. Widok na Palenicę z Poł. Wesnarka, Kreczelę po lewej mna planie następnym i mniej więcej w miejscu gdzie Kreczela chowa się za palenicę wystaje prawdopodobnie Ineul w G. Rodniańskich


Widok z podejścia na Palenicę w stronę Prełucznego z Poł. Chitanka i Połl. Wesnaraka (na dole)

Dodam jeszcze tylko, ze na Prełucznym zaczyna się kosodrzewina, która nie występuje pn od niego (w Hryniawskich).

PS1. ta połonina widoczna na ostatnim zdjęciu Juliana http://images6.fotosik.pl/156/fa67d47d6d729a47.jpg to Połonina Prełuczny
PS2. Ten szczyt na zdjęciu http://images6.fotosik.pl/155/f88fbbfac65623d3.jpg to już w Rumunii leży. Na sowieciej 100 ma nazwę Łuczina (przynajmniej tak mi się wydaje)


pzdr
przemek
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 04-04-2008 15:09
Schroniska na Połoninach Hryniawskich.


Schronisko na Skupowej.
Udostępnione turystom w 1935 roku, było jednym z trzech małych schronisk, wybudowanych w II połowie lat trzydziestych XX wieku, przez Oddział PTT w Kosowie.
Znajdowało się ono u podnóża Skupowej, po południowo zachodniej stronie, na tzw. Bereżniaku.
Ze względu na swoje położenie, stanowiło ważny punkt noclegowy dla turystów wędrujących stokami Krętej i Skupowej ku głównemu ciągowi połonin, a także dla wędrujących od strony Uścieryk w górę Białego Czeremoszu i Probyny.
Poniżej, słabe technicznie zdjęcie schroniska, pochodzące z książki Władysława Krygowskiego "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego". Na zdjęciu widać, że był to mały obiekt, prawdopodobnie zbliżony wielkością do schroniska na Prełucznym.


Poniżej, Skupowa widziana z południowo zachodniej strony, z Pohreptyny.


Schronisko na Masnym Przysłupie.
Ostatnie z tej grupy schronisk, także udostępnione w 1935 roku przez Oddział PTT w Kosowie. Zlokalizowane było w części podszczytowej Masnego Przysłupu, na stoku opadającym w dolinę Czarnego Czeremoszu, przy szlaku turystycznym schodzącym w dolinę w okolicy byłej gajówki Dobryń. Było więc obiektem turystycznym położonym stosunkowo blisko dużego schroniska w Burkucie.
Poniżej fragment mapy, z arkusza Burkut, z zaznaczoną lokalizacją schroniska.


Poniżej, zdjęcie wykonane ze Skupowej, w pierwszym planie ciąg połonin z obniżeniem w okolicy Masnego Przysłupu, w tle obniżenia Czywczyn.



Edytowane przez ju*****ny dnia 08-02-2009 17:37
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Szlakiem starych schronisk.
ju*****ny
Użytkownik

Postów: 97
Data rejestracji: 22.02.08
Dodane dnia 04-04-2008 17:15
Schroniska w Górach Czywczyńskich.


Schrony pod Furatykiem i Popadią.
Na wstępie, zamieszczam jeszcze jedno zdjęcie, opisane jako "jeden z dwóch schronów między Popadią a Furatykiem, autorem zdjęcia jest Z. Dziurzyński, zostało ono zamieszczone w Wierchach nr.53 / rocznik 1984 /.


Sięgnijmy znów do twórczości Władysława Krygowskiego. Pisze on, w opowiadaniu "Noc na Furatyku" :
Już za Starą Stają u podnóża Wielkiej Budyjowskiej wiatr ze wschodu przewiał mgłę i odsłonił kopulasty Czywczyn. Postanowiliśmy wtedy odszukać pod Popadią drugi schron wyprawy Tokarskiego i to się udało.
Ponieważ w jednym z wcześniejszych postów zamieściłem zdjęcie schronu pod Furatykiem i przedstawiony na nim obiekt jest innego kształtu, zamieszczony powyżej schron jest tym , spod Popadii.
Obydwa schrony dzieliła w linii prostej odległość około 12 km, możemy za Krygowskim przyjąć że niezależnie od siebie, na przestrzeni lat, pełniły one te
same funkcje /początkowo były wesnarkami służącymi celom pasterskim, później gościły w swoich ścianach również robotników zatrudnionych przy wytyczaniu granicy oraz członków komisji delimitacyjnej granicę wytyczających, dalej ekipy kartografów uzupełniających stare, austriackie podkłady geodezyjne, geologów z wyprawy prof. Tokarskiego, wreszcie turystów zapędzających się w te odległe strony.
Spróbujmy bliżej zlokalizować obydwa omawiane obiekty, informacje zasięgniemy u
Henryka Gąsiorowskiego, w jego przewodniku "Pasmo Czarnohorskie".
W odniesieniu do schronu pod Furatykiem, pisze on :
Widniejący w kierunku pn. zachodnim, 2 1/2 km od Łedeskula wierch zwie się Furatyk, punkt wysokości 1530. W zworku, na jego pn. zboczach, ok. 1 km od szczytu, znajduje się domek b. komisji delimitacyjnej, w którym ma być urządzony przez PTT schron turystyczny.
W tym samym przewodniku, tak autor określa położenie schronu pod Popadią, wędrując w górę, pasmem Albinu od Stefulca :
U przeciwległego końca przydługiej połoniny, opodal punktu wysokości 1471, znaczniejsza pasterska staja. Od niej, w odległości ok. 1 km w stronę Popadii z lewej strony grzbietu, w dole, u górnej granicy lasu, znajduje się, podobnie jak pod Furatykiem, domek byłej komisji delimitacyjnej...
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Skocz do Forum: